Dwa dni po mojej rozmowie z Ky'em, leżąc w pokoju wciąż myślałam o swoim przyjacielu. Starałam się, zajmowałam umysł medytacją i treningiem, ale to nie pomogło mi wyrzucić z głowy obrazu Ky'a na granicy łez i gniewu. Znaliśmy się od dziecka, razem bawiliśmy się i dorastaliśmy łączyła nas tajemnicza więź której nie mogłam określić, i to właśnie ta więź sprawiała że martwiłam się o swojego kapitana.
- Puk- Puk ! - do pokoju wszedł Ekayon z szerokim uśmiechem na ustach, odwzajemniłam gest i usiadłam na krańcu łóżka. Chłopak stał nadal w progu i patrzył na mnie, wesołymi oczami pięciolatka. Hm, o co chodzi ?
- Ekayon... - chciałam się spytać czemu tak dziwnie się zachowuje, ale on mi przerwał i wesołym tonem oznajmił.
- Znaleźliśmy sposób, abyś mogła pozbyć się z ciała całego Mrocznego Kairu ! - oczy momentalnie wyszły mi z orbit, rozdziawiłam usta i rzuciłam się wyściskać chłopaka, piszcząc przy tym z szczęścia.
- Hej, to ja na to wpadłem ! - w drzwiach stanął Ky, wraz z Bodai'em i swoim ojcem. Wszyscy uśmiechali się szeroko, zadowoleni z mojej reakcji - Gdzie mój uścisk ? - spytał urażony, brunet wystawiając dolną wargę i udając szczeniaczka.
- Oh Ky ! - krzyknęłam i rzuciłam się na niego, niestety chłopak miał dosyć twarde mięśnie brzucha i zamiast się w niego wtulić, po prostu się od niego odbiłam. Przed kompromitującym upadkiem, ocalił mnie jego refleks. - Dzięki, dzięki, dzięki ! - piszczałam jak mała dziewczynka.
- Okej, spakuj się bo musimy przenieść się do wschodniego klasztoru. - powiedział Connor i wyszedł wraz z Boddai'em i Ekayon'em. Ky stał i jak gdyby nigdy nic, podgwizdywał Sobie radośnie pod nosem.
- Ky ? - uniosłam badawczo brew.
- Słucham ? - wyszczerzył się do mnie, a mi od tego uśmiechu zabiło mocniej serce.
- Mogę się spakować, czy będziesz mi w tym towarzyszył ? - momentalnie jego twarz zrobiła się czerwona, i zanim zdążyłam zareagować jego już nie było. Zaśmiałam się i zadowolona wyciągnęłam spod łóżka, swoją torbę podróżną.
Wyjechać musieliśmy dopiero jutro, bo warunki pogodowe na wschodzi nie były korzystne dla lotu X-sypera. Rozumiałam że Boomer i Mokey martwią się o swoje oczko w głowie, ale nie mogłam się doczekać tego aż pozbędę się z Siebie tego dziadostwa ! Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, postanowiłam wykorzystać okazje i przejść się na spacer.
Wylądowałam nad strumykiem, gdzie zwykle przesiadywałam wraz z Boomer'em i Ky'em gdy mieliśmy dzień wolny od misji. Usiadłam na nieco wilgotnym i chybotliwym kamieniu, i wbiłam wzrok w unoszące się na wietrze liście. Jesień już za pasem, dni stawały się coraz chłodniejsze, a co za tym widzie również noce. Telepałam się jak osika, ale nie chciałam wracać do klasztoru.
- Czasami jesteś na prawdę, nieodpowiedzialna ! - usłyszałam za Sobą karcący głos dowódcy naszej grupy, a już po chwili miałam na ramionach jego niebieską kurtkę. Spojrzałam na niego z przestrachem w oczach, przecież on miał na Sobie zaledwie podkoszulek ! Chciałam oddać mu jego własność, ale zatrzymał mnie łapiąc delikatnie moje dłonie. Spojrzałam na niego zdziwiona, ale nie zabrałam rąk. Było mi teraz dziwnie ciepło.
- Maya chciałem Cię spytać, czemu ostatnie dwa dni chodziłaś taka nieobecna. - powaga w jego głosie mnie zaskoczyła. Zaciągnęłam kurtkę na swoje ramiona i zagryzłam dolną wargę.
- Myślałam o naszej ostatniej rozmowie. Ky ja po raz pierwszy widziałam Cię w takim stanie, czemu się tak zdenerwowałeś ? - chciałam zadać to pytanie delikatnie, ale moje ciekawość wzięła górę i nie wykazałam żadnej finezji.
2 minuty..., 5 minut..., 10 minut... . Czekałam i czekałam na jego odpowiedź, a on patrzył się na pokryte gwiazdami niebo i uśmiechał się kwaśno. Chwila ?! Gwiazdy ? Ile ja tutaj siedziałam ? O mój boże, Boddai mnie zabije....
- Maya. - zaczął w końcu, a ja momentalnie skupiłam na nim swoją uwagę. - Czy zależało Ci kiedyś na kimś tak bardzo, że byłabyś w stanie oddać za te osobę życie ? - tym pytaniem zbił mnie z tropu. Skinęłam powoli głową.
- Tak. - wyszeptałam. Ky nie wiadomo czemu skrzywił się nagle i spojrzał na mnie z takim bólem w oczach, że aż zaparło mi dech w piersiach.
- Kieran, zgadłem ? - mimo swojej niechęci uśmiechnął się blado. Imię Irlandzkiego króla, rozdrapało tylko ranę w moim sercu którą stworzył w mnie ten zadufany w Sobie monarcha. Pisałam, mówiłam mu o wszystkim, znał mnie niemal tak dobrze jak Boddai czy Ky... niestety od samego początku miał na oku inną dziewczynę. A ja trafiałam do jego zamku, kiedy ona tam właśnie była. Głupia, naiwna Maya !
- Nie. - wysyczałam, Ky zamrugał gwałtownie. - Nie jestem z nim i nigdy nie byłam, a tak w ogóle kto to jest ten cały Kieran ? - odwróciłam się do niego plecami. Zachowywałam się w tej chwili jak pięciolatka, i najwyraźniej bawiło go to bo słyszałam jak próbuje powstrzymać się od parsknięcia śmiechem.
- Maya, daj spokój ! - Ky złapał mnie za ramiona i odwrócił w swoją stronę, patrzyłam mu w oczy i czułam że miękną mi kolana. Całe szczęście nie stałam na nogach ! - Odpowiesz mi kim jest osoba, za którą jesteś w stanie poświęcić życia ?
- Cóż... - sama nie wiem co w mnie wstąpiło. Poczułam nagły przypływ pewności Siebie, i musiałam przyznać że podobało mi się to uczucie. - Jest to wysoki chłopak, o morskich oczach i zabójczym uśmiechu. Świetny wojownik i oddany przyjaciel... hm tylko jak on miał na imię ? - spojrzałam ukradkiem na Ky'a. Jego twarz rozjaśniła się w uśmiechu, wspięłam się na palce i cmoknęłam go w policzek.
- A za co, to ? - spytał z szeroko otwartymi oczyma.
- Za to że jesteś. - odpowiedziałam z uśmiechem. Ky odwzajemnił gest.
Po piętnastu minutach rozmowy o moim zerwaniu z Kieran'em, ruszyliśmy w kierunku klasztoru. Noc była strasznie zimna, ale mój towarzysz najwyraźniej wcale tego nie odczuwał. Cóż ja wciąż trzaskałam zębami, i odliczałam minuty do tego aż w końcu mi pękną.
- Zimno Ci ? - spytał Ky, spoglądając na mnie z troską. Nie czekając na moją odpowiedź, objął mnie ramieniem, od razu zrobiło mi się cieplej. Widząc mój uśmiech, chłopak również się uśmiechnął.
- Hej Ky, a kto jest twoją najważniejszą w życiu osobą ? - spytałam, i ugryzłam się w język. Przecież to oczywiste że odpowiedź brzmi ; Tata.
- Dziewczyna. - zaczął - Ma piękne złote oczy, niebieskie włosy przynoszące na myśl błękitne niebo, oraz najsłodszy uśmiech jaki kiedykolwiek widziałem. - po czym nachylił się, tak aby jego usta znalazły się na linii mojego ucha. - Ale za nic nie mogę zapamiętać jej imienia. - wyszeptał, a ja momentalnie oblałam się rumieńcem. Chłopak wykorzystał okazje i stanął by móc mnie do Siebie przytulić.
- Za co to ? - zarecytowałam jego słowa.
- Za to że jesteś. - uśmiechnął się i razem wróciliśmy do klasztoru w świetnych humorach.
No to kolejny rozdział od Alex. Przepraszam, że tak długo i obiecuje, że mój rozdział również pojawi się dzisiaj tylko trochę później. Co do rozdziału Alex. Mi się on bardzo podoba. Myślę, że wam też. To tyle i do usłyszenia później
czwartek, 15 maja 2014
niedziela, 11 maja 2014
Opowiadanie od Alex cz.1
No to teraz opowiadanko od Alex. Już je przeczytałam i bardzo mi się podoba. Nie mogę doczekać się dalszej części. A jeśli chodzi o moje to w poniedziałek pod wieczór lub trochę później będzie nowy rozdział, więc do usłyszenia niebawem ^^
Po Turnieju Kostki Kairu zorganizowaliśmy niewielkie przyjęcie, na które przyszli również Connor Stax i Ekayon, który postanowił zamieszkać z nami w klasztorze i szkolić się u Boddai'a i Connor'a. Siedząc i jedząc przygotowane przez Mookie'go potrawy śmiali się i rozmawiali na temat Pryzmatycznego Kairu, które w ostatnich dniach zdobyli Ky i Ekayon.
- Będziemy mogli teraz zniszczyć całe Mroczne Kairu - Boddai był wyraźnie zadowolony z takiego obrotu spraw, podobnie jak reszta. Ja z wrażenia upuściłam widelec, którym właśnie nabrałam trochę zapiekanki Mookie'go. Zauważyłam kątem oka, że Ky zacisnął dłonie w pięści. Zdziwiło mnie to, ale nie mogłam się teraz na tym skupić. Ważniejsze było to, że Redakai'owie chcieli zniszczyć Mroczne Kairu. Energię, której mój dziadek oddał część duszy, a co za tym idzie moja dusza również była połączona z tą energią.
- Mistrzu... - Wykrztusiłam. - Z całym szacunkiem. Wiem, że powinniśmy to zrobić, ale...ale wtedy będzie miało to swoje skutki. - Spojrzałam na niego ostrożnie chcąc wyczytać z jego twarzy jakie żywi emocje do mojej wypowiedzi. Uśmiechnął się delikatnie co zbiło mnie trochę z tropu.
- Wiem, że zachwieje to równowagę we wszechświecie, ale...
- Ja nie o tym! - Przerwałam mu brutalnie uderzając pięścią w stół. - Lokar i ja jesteśmy połączeni z tą energią. Jeśli zostanie zniszczona, to osoby z nią powiązane również. Wiem, że powinniśmy to zrobić, ale ja...ja na prawdę nie wiem co się wydarzy. - Stałam na nogach i spoglądałam na nich z góry.
- Maya... - Zaczął Boomer, ale przerwał mu Connor.
- Czyli jesteśmy między młotem, a kowadłem. - Sprostował. Spuściłam głowę i ruszyłam w kierunku x-scaper'a. Słyszałam jak mnie wołali, ale to zignorowałam. Wolałam być teraz sama. Chciałam w spokoju pozbierać myśli.
Minęła już chyba z godzina. Leżałam na łóżku z rękami założonymi pod głową i wpatrzona w sufit. Zastanawiałam się nad tą całą sytuacją. Byłoby super gdybyśmy nie musieli się przejmować Lokar'em i tym całym Mrocznym Kairu. Ky i Boomer mieliby jeden problem z głowy. Jednak jeśli zniknęłaby ta energia, to ja również.
- Maya? - Wystraszona usiadłam na łóżku i spojrzałam w kierunku drzwi, w których stał Ky. Zdziwił mnie jego widok, bo zazwyczaj nie mieszał się w nasze sprawy....co go dzisiaj podkusiło?
- Oh, Hej Ky. Wejdź. - Powiedziałam i poklepałam miejsce obok siebie. Chłopak posłał mi delikatny uśmiech i usiadł obok. Mimo to wyczułam, że coś jest nie tak. Kurczowo zaciskał ręce na kolanach, a to nie wróżyło nic dobrego. - O co chodzi Ky?
- Maya. - Westchnął. - Jeśli Mroczne Kairu zniknie, znikniesz również i ty? - Jego niebieskie tęczówki zdawały się skakać z poddenerwowania.
- N...nie wiem Ky. - Wyszeptałam cicho nie mogąc oderwać wzroku od oczu chłopaka. Zawsze uważałam, że te oczy są najlepszą cechą jego wyglądu, ale nie uważałam, że był brzydki. Jasne był przystojny, ale...to był mój przyjaciel i wolałam aby nim został.
- Więc nie możemy zniszczyć tego dziadostwa. - Warknął i schował twarz w dłonie. Widząc go w takiej pozycji, walczącego ze łzami i wściekłością, coś we mnie pękło. Niepewnie przytuliłam go od tyłu wtulając twarz w jego plecy. Chłopak złapał mnie za rękę i uścisnął ją delikatnie.
- Jakoś damy rade. Coś wymyślę. - Obiecałam.
- Nie. - Zaprzeczył. - Kairu zostaje tak samo jak ty. - Odwrócił się by móc spojrzeć mi w oczy. Mimo to nie przerwał naszego uścisku. Siedziałam teraz na jego kolanach czerwona ze wstydu patrząc na jego szeroki uśmiech.
- Ja cię nigdzie nie puszczę! - Zapewnił.
- Dzięki Ky. - Powiedziałam i również się uśmiechnęłam.
Po Turnieju Kostki Kairu zorganizowaliśmy niewielkie przyjęcie, na które przyszli również Connor Stax i Ekayon, który postanowił zamieszkać z nami w klasztorze i szkolić się u Boddai'a i Connor'a. Siedząc i jedząc przygotowane przez Mookie'go potrawy śmiali się i rozmawiali na temat Pryzmatycznego Kairu, które w ostatnich dniach zdobyli Ky i Ekayon.
- Będziemy mogli teraz zniszczyć całe Mroczne Kairu - Boddai był wyraźnie zadowolony z takiego obrotu spraw, podobnie jak reszta. Ja z wrażenia upuściłam widelec, którym właśnie nabrałam trochę zapiekanki Mookie'go. Zauważyłam kątem oka, że Ky zacisnął dłonie w pięści. Zdziwiło mnie to, ale nie mogłam się teraz na tym skupić. Ważniejsze było to, że Redakai'owie chcieli zniszczyć Mroczne Kairu. Energię, której mój dziadek oddał część duszy, a co za tym idzie moja dusza również była połączona z tą energią.
- Mistrzu... - Wykrztusiłam. - Z całym szacunkiem. Wiem, że powinniśmy to zrobić, ale...ale wtedy będzie miało to swoje skutki. - Spojrzałam na niego ostrożnie chcąc wyczytać z jego twarzy jakie żywi emocje do mojej wypowiedzi. Uśmiechnął się delikatnie co zbiło mnie trochę z tropu.
- Wiem, że zachwieje to równowagę we wszechświecie, ale...
- Ja nie o tym! - Przerwałam mu brutalnie uderzając pięścią w stół. - Lokar i ja jesteśmy połączeni z tą energią. Jeśli zostanie zniszczona, to osoby z nią powiązane również. Wiem, że powinniśmy to zrobić, ale ja...ja na prawdę nie wiem co się wydarzy. - Stałam na nogach i spoglądałam na nich z góry.
- Maya... - Zaczął Boomer, ale przerwał mu Connor.
- Czyli jesteśmy między młotem, a kowadłem. - Sprostował. Spuściłam głowę i ruszyłam w kierunku x-scaper'a. Słyszałam jak mnie wołali, ale to zignorowałam. Wolałam być teraz sama. Chciałam w spokoju pozbierać myśli.
Minęła już chyba z godzina. Leżałam na łóżku z rękami założonymi pod głową i wpatrzona w sufit. Zastanawiałam się nad tą całą sytuacją. Byłoby super gdybyśmy nie musieli się przejmować Lokar'em i tym całym Mrocznym Kairu. Ky i Boomer mieliby jeden problem z głowy. Jednak jeśli zniknęłaby ta energia, to ja również.
- Maya? - Wystraszona usiadłam na łóżku i spojrzałam w kierunku drzwi, w których stał Ky. Zdziwił mnie jego widok, bo zazwyczaj nie mieszał się w nasze sprawy....co go dzisiaj podkusiło?
- Oh, Hej Ky. Wejdź. - Powiedziałam i poklepałam miejsce obok siebie. Chłopak posłał mi delikatny uśmiech i usiadł obok. Mimo to wyczułam, że coś jest nie tak. Kurczowo zaciskał ręce na kolanach, a to nie wróżyło nic dobrego. - O co chodzi Ky?
- Maya. - Westchnął. - Jeśli Mroczne Kairu zniknie, znikniesz również i ty? - Jego niebieskie tęczówki zdawały się skakać z poddenerwowania.
- N...nie wiem Ky. - Wyszeptałam cicho nie mogąc oderwać wzroku od oczu chłopaka. Zawsze uważałam, że te oczy są najlepszą cechą jego wyglądu, ale nie uważałam, że był brzydki. Jasne był przystojny, ale...to był mój przyjaciel i wolałam aby nim został.
- Więc nie możemy zniszczyć tego dziadostwa. - Warknął i schował twarz w dłonie. Widząc go w takiej pozycji, walczącego ze łzami i wściekłością, coś we mnie pękło. Niepewnie przytuliłam go od tyłu wtulając twarz w jego plecy. Chłopak złapał mnie za rękę i uścisnął ją delikatnie.
- Jakoś damy rade. Coś wymyślę. - Obiecałam.
- Nie. - Zaprzeczył. - Kairu zostaje tak samo jak ty. - Odwrócił się by móc spojrzeć mi w oczy. Mimo to nie przerwał naszego uścisku. Siedziałam teraz na jego kolanach czerwona ze wstydu patrząc na jego szeroki uśmiech.
- Ja cię nigdzie nie puszczę! - Zapewnił.
- Dzięki Ky. - Powiedziałam i również się uśmiechnęłam.
piątek, 9 maja 2014
Rozdział 2
Hej kochani. Bardzo przepraszam za chwilową przerwę, ale tak jakoś wyszło. Rozdział numer 2 gotowy już niedługo biorę się za trzeci, więc możecie spać spokojnie. Myślę, że się wam spodoba. To tyle ode mnie. Miłego czytania życzę Kamila ;*
Maya
Miałam cudowny sen. Spało mi się tak dobrze, ale jakiś nieznajomy dźwięk cały czas dobiegał z mojej lewej strony. Dopiero po dłuższej chwili zorientowałam się, że to mój budzić i pora najwyższa wstać.
- Czemu? - Jęknęłam po czym wyłączyłam to piekielne urządzenie. Wstałam i podeszłam do szafy. Oczywiście największy problem. Nie mam się w co ubrać. Wygrzebałam jakąś niebieską bokserkę i białe spodenki. Zeszłam na dół gdzie czekało już na mnie śniadanie. Rodziców nigdzie nie było widać. Zostawili mi tylko karteczkę, że musieli wyjść.
- Świetnie. - Mruknęłam i zaczęłam jeść śniadanie. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Wiedziałam, że to Boomer. Szybko pobiegłam mu otworzyć.
- Hej jesteś dziś wcześnie. - Powiedziałam uśmiechnięta i wpuściłam chłopaka do środka.
- Nie, ja jestem punktualny. To ty jesteś spóźniona.
- Dobra, dobra mądralo lepiej już chodźmy. - Powiedziałam biorąc swoje rzeczy. W szkole byliśmy pięć minut przed dzwonkiem. Zdziwiło mnie to, że Boomer był jakiś taki cichy dzisiaj.
- Dobrze się czujesz? - Spytałam jak staliśmy pod klasą. Chłopak spojrzał na mnie głupkowato po czym się uśmiechnął.
- No pewnie a czemu pytasz?
- Wiesz jakiś taki strasznie cichy jesteś.normalnie jak nie ty.
- Wiesz Maya jest coś co ci muszę powiedzieć i to jest trochę trudne. - Zatrzymał się na chwilę i wziął głęboki oddech. - Widzisz twoi rodzice... - Nie mógł dokończyć, ponieważ przerwał nam Mike.
- Hej Maya jak tam dzionek. - Powiedział odciągając mnie od Boomer'a. Nie miałam nawet czasu zareagować, bo po chwili znaleźliśmy się w klasie. Mike siedział obok mnie, a Boomer dwie ławki do tyłu. Chciałam z nim porozmawiać i dowiedzieć się co jest z moimi rodzicami. Tak byłam zamyślona, że nie zwracałam uwagi na to co mówi Mike czy też Pani Hertz ( czyt. Herts ). Nasza nauczycielka od fizyki i chemii. Siedziałam jak na szpilkach i modliłam się żeby w końcu zadzwonił dzwonek. Po chwili poczułam jak ktoś mnie szturcha z boku. Zupełnie zapomniałam, że siedzi obok mnie Mike. Posłałam mu pytające spojrzenie.
- Słuchasz ty mnie w ogóle? - Spytał lekko zniecierpliwiony. Spojrzałam na niego tępo.
- Przepraszam zamyśliłam się. O co mnie pytałeś? - Teraz to ja zadałam pytanie. Chłopak klepnął się w twarz i pokręcił głową.
- Mówię ci już od jakiegoś czasu, że Boomer wyszedł bo przyjechali po niego rodzice. Coś do ciebie mówił, ale go nie słuchałaś, więc kazał mi to przekazać. - Spojrzałam na niego jak na wariata. Boomer wyszedł a ja nawet nie zauważyłam kiedy.
- O rany! - Krzyknęłam co nie uszło uwadze Pani Hertz.
- Panno Stones jeśli myślisz, że zdanie chemii będzie łatwe a zwłaszcza w liceum to bądź pewna, że wcale tak nie jest. Na dodatek wygłupy na lekcji nie pomagają. - Skarciła mnie skuliłam się i wybełkotałam jakieś przeprosiny. Potem zwróciłam się do Mike'a.
- Jak dawno Boomer wyszedł i co mi miałeś przekazać?
- Boomer'a nie ma już z 20 minut w klasie i chciał abyś po szkole od razu udała się do domu swojej ciotki Elizabeth.
- Mówił po co? - Spytałam zdziwiona po co mam iść akurat tam. Przecież ciotkę Elizabeth odwiedziliśmy z pięć lat temu jak nie więcej.
- Nie mówił tylko tyle.
- Dobra później się z nim dogadam i jeszcze mu wygarnę za to, że mnie zostawił samą. - Mruknęłam po czym dalej słuchałam Pani Hertz.
Cały dzień ciągnął mi się niemiłosiernie. Czasem chciałam już zwolnić się do domu po =d pretekstem, że źle się czuje, ale coś mnie powstrzymywało. Teraz siedzę na ostatniej lekcji. Matematyka to przedmiot, którego nie lubiłam od zawsze, ale teraz stało się dla mnie największym wrogiem. W końcu po co uczyć się twierdzenia jakiegoś Pitagorasa. Przecież nigdy mi to nie będzie potrzebne. Nauczycielka upomniała mnie już chyba z sześć razy abym się uspokoiła, ale ja nie potrafiłam się skupić. Mike'a też cały czas mnie zaczepiał i flirtował ze mną, ale za każdym razem go ignorowałam. Może zachowywałam się chamsko, ale nie miałam nastroju i bardzo mi się śpieszyło. W końcu dzwonek. Wybiegłam z klasy jak oparzona i od razu skierowałam się na przystanek autobusowy by zdążyć na autobus. Ciocia Elizabeth mieszka na drugim końcu miasta, wiec podróż zajmie mi z pół godziny. Usiadłam w autobusie i włożyłam sobie słuchawki w uszy akurat leciała piosenka Simple Plan "Welcome to my life". Uwielbiam tą piosenkę. Po półgodzinnej jeździe i staniu w korkach w końcu dojechałam na miejsce. Pobiegłam w stronę domu cioci. Zapukałam do drzwi, ale nikt mi nie otworzył. Nacisnęłam na klamkę. Akurat drzwi były otwarte, więc weszłam do środka. Było dość ciemno.
- Halo. ciociu jesteś tu?! - Krzyknęłam ale nie dostałam odpowiedzi. Weszłam na górę gdzie jest sypialnia cioci, a obok duża sala. Taki pokój do gier i zabaw. Weszłam do środka i myślałam, że padnę.
- Wszystkiego Najlepszego Maya! - Krzyknęli wszyscy zebrani. To jest moi rodzice, ciocia i jej mąż, rodzice Boomer'a wraz z chłopakiem i kilka bliższych osób z rodziny. Na początku nie wiedziałam co powiedzieć. Po prostu stałam jak słup i patrzyłam na nich jakby zwariowali.
- Dz...dziękuje wam. - Powiedziałam po chwili. Dopiero teraz zaczęłam się uśmiechać, gdy dotarło do mnie co się stało.
- Chodź Maya czas świętować. To twoje 16 urodziny, wiec jest co. - Powiedział mój tato i pociągnął mnie do wszystkich. Każdy z osobna złożył mi życzenia. Bawiliśmy się na prawdę świetnie. Każdy był szczęśliwy. Po jakimś czasie dołączył do mnie Boomer. Przypomniało mi się, że miałam mu wygarnąć za to w szkole.
- Witam jubilatkę. - Powiedział siadając obok mnie. Ja nic nie powiedziałam tylko uderzyłam go w ramię. - Auuuua! A to za co!? - Krzyknął pocierając obolałe miejsce.
- To za to, że mnie zostawiłeś w szkole, a to... - Teraz go przytuliłam. - Za to, że wszystkiego dopilnowałeś. - Powiedziałam dalej go obejmując. Po chwili podeszli do nas moi rodzice.
- Maya teraz czas na prawdziwą niespodziankę. - Powiedziała moja mama. Była szczęśliwa jednak miała łzy w oczach.
- Mamo co się dzieje? - Zapytałam lekko zaniepokojona. Mama nic nie powiedziała tylko zaprowadziła mnie na dół gdzie byli wszyscy, ale jednej osoby nie znałam. Był to jakiś dziwny mężczyzna. Dość stary, ale miał łagodne rysy twarzy.
- Dobrze powie mi ktoś o co chodzi? - Spytałam teraz bardziej zaniepokojona.
- Maya to przyjęcie nie jest tylko na twoje urodziny. To także przyjęcie pożegnalne. - Powiedział mój tato. Mama wtuliła się w jego ramię. A ja czułam, jak nogi się pode mną uginają.
- Cc...co? - Udało mi się wydusić. Nie wiedziałam o co im chodzi.
- Maya może ciężko ci w to uwierzyć, ale jesteś wojowniczką kairu i razem ze mną udasz się do klasztoru. - Powiedział nieznajomy mężczyzna, który do tej pory milczał. Jedyne co pamiętam to upadek na podłogę.
Maya
Miałam cudowny sen. Spało mi się tak dobrze, ale jakiś nieznajomy dźwięk cały czas dobiegał z mojej lewej strony. Dopiero po dłuższej chwili zorientowałam się, że to mój budzić i pora najwyższa wstać.
- Czemu? - Jęknęłam po czym wyłączyłam to piekielne urządzenie. Wstałam i podeszłam do szafy. Oczywiście największy problem. Nie mam się w co ubrać. Wygrzebałam jakąś niebieską bokserkę i białe spodenki. Zeszłam na dół gdzie czekało już na mnie śniadanie. Rodziców nigdzie nie było widać. Zostawili mi tylko karteczkę, że musieli wyjść.
- Świetnie. - Mruknęłam i zaczęłam jeść śniadanie. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Wiedziałam, że to Boomer. Szybko pobiegłam mu otworzyć.
- Hej jesteś dziś wcześnie. - Powiedziałam uśmiechnięta i wpuściłam chłopaka do środka.
- Nie, ja jestem punktualny. To ty jesteś spóźniona.
- Dobra, dobra mądralo lepiej już chodźmy. - Powiedziałam biorąc swoje rzeczy. W szkole byliśmy pięć minut przed dzwonkiem. Zdziwiło mnie to, że Boomer był jakiś taki cichy dzisiaj.
- Dobrze się czujesz? - Spytałam jak staliśmy pod klasą. Chłopak spojrzał na mnie głupkowato po czym się uśmiechnął.
- No pewnie a czemu pytasz?
- Wiesz jakiś taki strasznie cichy jesteś.normalnie jak nie ty.
- Wiesz Maya jest coś co ci muszę powiedzieć i to jest trochę trudne. - Zatrzymał się na chwilę i wziął głęboki oddech. - Widzisz twoi rodzice... - Nie mógł dokończyć, ponieważ przerwał nam Mike.
- Hej Maya jak tam dzionek. - Powiedział odciągając mnie od Boomer'a. Nie miałam nawet czasu zareagować, bo po chwili znaleźliśmy się w klasie. Mike siedział obok mnie, a Boomer dwie ławki do tyłu. Chciałam z nim porozmawiać i dowiedzieć się co jest z moimi rodzicami. Tak byłam zamyślona, że nie zwracałam uwagi na to co mówi Mike czy też Pani Hertz ( czyt. Herts ). Nasza nauczycielka od fizyki i chemii. Siedziałam jak na szpilkach i modliłam się żeby w końcu zadzwonił dzwonek. Po chwili poczułam jak ktoś mnie szturcha z boku. Zupełnie zapomniałam, że siedzi obok mnie Mike. Posłałam mu pytające spojrzenie.
- Słuchasz ty mnie w ogóle? - Spytał lekko zniecierpliwiony. Spojrzałam na niego tępo.
- Przepraszam zamyśliłam się. O co mnie pytałeś? - Teraz to ja zadałam pytanie. Chłopak klepnął się w twarz i pokręcił głową.
- Mówię ci już od jakiegoś czasu, że Boomer wyszedł bo przyjechali po niego rodzice. Coś do ciebie mówił, ale go nie słuchałaś, więc kazał mi to przekazać. - Spojrzałam na niego jak na wariata. Boomer wyszedł a ja nawet nie zauważyłam kiedy.
- O rany! - Krzyknęłam co nie uszło uwadze Pani Hertz.
- Panno Stones jeśli myślisz, że zdanie chemii będzie łatwe a zwłaszcza w liceum to bądź pewna, że wcale tak nie jest. Na dodatek wygłupy na lekcji nie pomagają. - Skarciła mnie skuliłam się i wybełkotałam jakieś przeprosiny. Potem zwróciłam się do Mike'a.
- Jak dawno Boomer wyszedł i co mi miałeś przekazać?
- Boomer'a nie ma już z 20 minut w klasie i chciał abyś po szkole od razu udała się do domu swojej ciotki Elizabeth.
- Mówił po co? - Spytałam zdziwiona po co mam iść akurat tam. Przecież ciotkę Elizabeth odwiedziliśmy z pięć lat temu jak nie więcej.
- Nie mówił tylko tyle.
- Dobra później się z nim dogadam i jeszcze mu wygarnę za to, że mnie zostawił samą. - Mruknęłam po czym dalej słuchałam Pani Hertz.
Cały dzień ciągnął mi się niemiłosiernie. Czasem chciałam już zwolnić się do domu po =d pretekstem, że źle się czuje, ale coś mnie powstrzymywało. Teraz siedzę na ostatniej lekcji. Matematyka to przedmiot, którego nie lubiłam od zawsze, ale teraz stało się dla mnie największym wrogiem. W końcu po co uczyć się twierdzenia jakiegoś Pitagorasa. Przecież nigdy mi to nie będzie potrzebne. Nauczycielka upomniała mnie już chyba z sześć razy abym się uspokoiła, ale ja nie potrafiłam się skupić. Mike'a też cały czas mnie zaczepiał i flirtował ze mną, ale za każdym razem go ignorowałam. Może zachowywałam się chamsko, ale nie miałam nastroju i bardzo mi się śpieszyło. W końcu dzwonek. Wybiegłam z klasy jak oparzona i od razu skierowałam się na przystanek autobusowy by zdążyć na autobus. Ciocia Elizabeth mieszka na drugim końcu miasta, wiec podróż zajmie mi z pół godziny. Usiadłam w autobusie i włożyłam sobie słuchawki w uszy akurat leciała piosenka Simple Plan "Welcome to my life". Uwielbiam tą piosenkę. Po półgodzinnej jeździe i staniu w korkach w końcu dojechałam na miejsce. Pobiegłam w stronę domu cioci. Zapukałam do drzwi, ale nikt mi nie otworzył. Nacisnęłam na klamkę. Akurat drzwi były otwarte, więc weszłam do środka. Było dość ciemno.
- Halo. ciociu jesteś tu?! - Krzyknęłam ale nie dostałam odpowiedzi. Weszłam na górę gdzie jest sypialnia cioci, a obok duża sala. Taki pokój do gier i zabaw. Weszłam do środka i myślałam, że padnę.
- Wszystkiego Najlepszego Maya! - Krzyknęli wszyscy zebrani. To jest moi rodzice, ciocia i jej mąż, rodzice Boomer'a wraz z chłopakiem i kilka bliższych osób z rodziny. Na początku nie wiedziałam co powiedzieć. Po prostu stałam jak słup i patrzyłam na nich jakby zwariowali.
- Dz...dziękuje wam. - Powiedziałam po chwili. Dopiero teraz zaczęłam się uśmiechać, gdy dotarło do mnie co się stało.
- Chodź Maya czas świętować. To twoje 16 urodziny, wiec jest co. - Powiedział mój tato i pociągnął mnie do wszystkich. Każdy z osobna złożył mi życzenia. Bawiliśmy się na prawdę świetnie. Każdy był szczęśliwy. Po jakimś czasie dołączył do mnie Boomer. Przypomniało mi się, że miałam mu wygarnąć za to w szkole.
- Witam jubilatkę. - Powiedział siadając obok mnie. Ja nic nie powiedziałam tylko uderzyłam go w ramię. - Auuuua! A to za co!? - Krzyknął pocierając obolałe miejsce.
- To za to, że mnie zostawiłeś w szkole, a to... - Teraz go przytuliłam. - Za to, że wszystkiego dopilnowałeś. - Powiedziałam dalej go obejmując. Po chwili podeszli do nas moi rodzice.
- Maya teraz czas na prawdziwą niespodziankę. - Powiedziała moja mama. Była szczęśliwa jednak miała łzy w oczach.
- Mamo co się dzieje? - Zapytałam lekko zaniepokojona. Mama nic nie powiedziała tylko zaprowadziła mnie na dół gdzie byli wszyscy, ale jednej osoby nie znałam. Był to jakiś dziwny mężczyzna. Dość stary, ale miał łagodne rysy twarzy.
- Dobrze powie mi ktoś o co chodzi? - Spytałam teraz bardziej zaniepokojona.
- Maya to przyjęcie nie jest tylko na twoje urodziny. To także przyjęcie pożegnalne. - Powiedział mój tato. Mama wtuliła się w jego ramię. A ja czułam, jak nogi się pode mną uginają.
- Cc...co? - Udało mi się wydusić. Nie wiedziałam o co im chodzi.
- Maya może ciężko ci w to uwierzyć, ale jesteś wojowniczką kairu i razem ze mną udasz się do klasztoru. - Powiedział nieznajomy mężczyzna, który do tej pory milczał. Jedyne co pamiętam to upadek na podłogę.
wtorek, 29 kwietnia 2014
Rozdział 1
(...) Mam nadzieje, że ten rok szkolny będzie bardzo udany. Teraz możecie rozejść się do swoich klas.
Jej dyrektor i jego jakże motywująca mowa na "dobry początek". Po tym strasznie nudnym przemówieniu mogliśmy się rozejść do klas. Szłam równo z Boomer'em. Cały czas czułam na sobie czyjeś spojrzenia.
- I tak teraz codziennie. - Pomyślałam po czym przybliżyłam się bliżej Boomer'a.
- Uważaj bo zaraz na mnie wejdziesz. - Zaśmiał się mój towarzysz. Ja tylko posłałam mu groźne spojrzenie.
- Bardzo śmieszne. - Burknęłam i szłam dalej.
- Wiesz, że nie masz się czego bać. Poza tym jak by na to nie spojrzeć te dziewczyny są zazdrosne, że nie zwracają tak uwagi na chłopaków jak ty. - Powiedział z ogromny uśmiechem Boomer. Otworzyłam usta żeby coś powiedzieć, ale nic mi nie wyszło.
- Co? - Wydusiłam po chwili. Chłopak tylko się zaśmiał.
- To co słyszałaś Maya. Odkąd weszliśmy do szkoły każdy chłopak się na ciebie gapi jakbyś była ósmym cudem świata. Zresztą nie się co dziwić. Jesteś na prawdę ładna. - Zarumieniłam się na jego słowa. - A i jeszcze jedno. Słodko wyglądasz gdy się rumienisz. - Dodał a ja poczułam jak teraz już całą twarz mam czerwoną.
- Przestań. - Mruknęłam z uśmiechem i weszłam z Boomer'em do sali. Usiedliśmy w ostatniej ławce i czekaliśmy na nauczycielkę. Wszystko poszło bardzo szybko. Pani Lucy ( nasza wychowawczyni ) podała nam plan zajęć na jutro i przedstawiła obraz naszej tegorocznej pracy. Zapowiada się na prawdę ciekawie.
Po skończonym spotkaniu wraz z Boomer'em ruszyliśmy z powrotem do domu. Po drodze zaczepiła nas jakaś grupka dziewczyn, które od razu zaczęły się przystawiać do Boomer'a. Chłopak posłał mi błagalne spojrzenie, ale ja tylko zaczęłam się głupkowato uśmiechać. Stanęłam z boku i przyglądałam się scence. Nie za bardzo wiedziałam jak pomóc mojemu przyjacielowi.
- Biedaczek nie szybko się od nich uwolni. - Na początku nie zareagowałam, ale po chwili nieznajomy zaczął machać mi ręką przed oczami.
- Halo...żyjesz?! - Szybko się ocknęłam. Chłopak się tylko zaśmiał.
- Przepraszam zamyśliłam się. - Powiedziałam zawstydzona i spuściłam wzrok.
- Nie szkodzi. Tak przy okazji. Jestem Mike. - Powiedział chłopak i wyciągnął do mnie rękę. Uścisnęłam mu ją i dopiero teraz dokładnie mu się przyjrzałam. Miał brązowe włosy z długą grzywką prawie zakrywającą mu lewą część twarzy. Był dobrze zbudowany. Miał na sobie ciemną koszule i jeansy.
- Ja jestem Maya. - Uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Miło cię poznać Mayu. Wiesz będziemy razem chodzić do klasy. Może lepiej się poznamy. - Powiedział i mrugnął do mnie. W tej samej chwili pojawił się koło nas Boom.
- Maya mam dość spadajmy stąd. - Wiedziałam, że był lekko zirytowany. Spojrzałam na Mike'a. Chłopak tylko się uśmiechnął.
- Jasne, czekałam tylko na ciebie. - Powiedziałam i zaczęłam powoli iść. - Do jutra Mike. - Dodałam i ruszyłam z Boomer'em do domu. Przez całą drogę panowała dziwna cisza. Nie wiedziałam czy Boomer jest zły czy to po prostu co innego, a może chodziło o te dziewczyny. Moje rozmyślania przerwał Boomer.
- Wiesz, że jesteśmy już pod twoim domem? - Spytał głupkowato. Dopiero teraz zauważyłam, że byłam tak zamyślona, że chciałam iść dalej.
- Racja. Ja po prostu zamyśliłam się.
- Uhuhu, Czy te myśli nie wędrowały wokół pewnego Mike'a? - Spojrzałam na niego jak na idiotę.
- Jeśli chcesz wiedzieć to nie. Poza tym chyba nie tylko ja byłam zamyślona. Czy ty przypadkiem nie myślałeś o grupce dziewczyn, które tak cię ubóstwiały? - Spytał podnosząc jedną brew.
- Nie. Miałem ważniejsze sprawy na głowie niż grupka piszczących dziewczyn.
- Yhy... niby jakie? - Spytałam mając nadzieje, że w końcu mi powie. Jednak nic takiego się nie stało. Chłopak po prostu mnie minął i wszedł do domu.
- Jasne ignoruj mnie i czuj się jak u siebie. - Powiedziałam zła i ruszyłam za nim. Chłopak zatrzymał się w ostatniej chwili tak, że walnęłam w niego. Chciałam na niego krzyczeć, ale on odsunął się i otworzył mi drzwi.
- Panie przodem. - Powiedział i wskazał wejście. - Nie ignorowałam cię - Dodał i się uśmiechnął głupkowato. Przewróciłam oczami i weszłam do środka.
- Już wróciłam. - Krzyknęłam, ale przywitała mnie głucha cisza. - Ciekawe gdzie są rodzice? - Dodałam i odwróciłam się w stronę Boomer'a, ale go tam nie było.
- Boomer? Boomer! - Krzyknęłam i ruszyłam korytarzem.
- Tu jestem. - Chłopka wychylił się z kuchni i machnął mi białą karteczką przed nosem.
- Twoi rodzice pojechali na zakupy i wrócą później. - Dodał i wręczył mi papierek.
- Szybki jesteś. - Powiedziałam i weszłam do kuchni. - Chcesz coś do picia? - Spytałam przyjaciela, ale ten tylko pokręcił głową. Po chwili zadzwonił jego telefon. Wyszedł porozmawiać i zaraz wrócił.
- Myślałem, że z tobą posiedzę, ale mama chce żebym wrócił do domu i jej pomógł. - Powiedział i ruszył w stronę wyjścia. - Do zobaczenia rano. - Dodał i wyszedł. Gdy Boomer zniknął poszłam na górę się przebrać. Nie miałam co robić więc tylko naszykowała sobie książki na jutro i włączyłam telewizor.
Boomer
Jak tylko wyszedłem z domu Mayi od razu biegiem ruszyłem do siebie. Po kilku minutach byłem na miejscu, gdzie czekali moi rodzice i państwo Stone's.
- Już jestem. - Powiedziałem zostawiając rzeczy w salonie wróciłem do rodziców. - Więc jakie plany? - Spytałem myśląc, że już coś mają wymyślone.
- Myślę, że będzie tak jak ustaliliśmy na początku po powrocie ze szkoły zabierzesz Maye do miasta, a my za ten czas przygotujemy przyjęcie. Potem jak wrócicie zrobimy jej niespodziankę. Zaprosimy znajomych i rodzinę. - Wyjaśniła mama Mayi.
- A zamierzacie jej powiedzieć? - Spytałem mając nadzieje, że w końcu jej powiedzą. Zresztą już najwyższa pora.
- Myślę, że już czas. - Powiedział Nicolas. Skinąłem głową i poszedłem do siebie do pokoju. Rodzice ustalali między sobą jakieś szczegóły, a ja zastanawiałem się jak jutro zająć Maye by nic nie podejrzewała. W końcu wymyśliłem. Mam nadzieje, że zajmie mi to dość dużo czasu i wyrobimy się przed imprezą. Trochę się denerwuje, bo nie wiem jak Maya zareaguje na to co powiedzą jej rodzice i jak zareaguje gdy dowie się, że ja o wszystkim wiedziałem...
Jest i kolejny rozdział. Może być trochę nudny, ale tak zazwyczaj jest na początku później się akcja rozkręci. Przepraszam, że czekaliście ale tak wyszło. Zapraszam do czytania Kamila :*
Jej dyrektor i jego jakże motywująca mowa na "dobry początek". Po tym strasznie nudnym przemówieniu mogliśmy się rozejść do klas. Szłam równo z Boomer'em. Cały czas czułam na sobie czyjeś spojrzenia.
- I tak teraz codziennie. - Pomyślałam po czym przybliżyłam się bliżej Boomer'a.
- Uważaj bo zaraz na mnie wejdziesz. - Zaśmiał się mój towarzysz. Ja tylko posłałam mu groźne spojrzenie.
- Bardzo śmieszne. - Burknęłam i szłam dalej.
- Wiesz, że nie masz się czego bać. Poza tym jak by na to nie spojrzeć te dziewczyny są zazdrosne, że nie zwracają tak uwagi na chłopaków jak ty. - Powiedział z ogromny uśmiechem Boomer. Otworzyłam usta żeby coś powiedzieć, ale nic mi nie wyszło.
- Co? - Wydusiłam po chwili. Chłopak tylko się zaśmiał.
- To co słyszałaś Maya. Odkąd weszliśmy do szkoły każdy chłopak się na ciebie gapi jakbyś była ósmym cudem świata. Zresztą nie się co dziwić. Jesteś na prawdę ładna. - Zarumieniłam się na jego słowa. - A i jeszcze jedno. Słodko wyglądasz gdy się rumienisz. - Dodał a ja poczułam jak teraz już całą twarz mam czerwoną.
- Przestań. - Mruknęłam z uśmiechem i weszłam z Boomer'em do sali. Usiedliśmy w ostatniej ławce i czekaliśmy na nauczycielkę. Wszystko poszło bardzo szybko. Pani Lucy ( nasza wychowawczyni ) podała nam plan zajęć na jutro i przedstawiła obraz naszej tegorocznej pracy. Zapowiada się na prawdę ciekawie.
Po skończonym spotkaniu wraz z Boomer'em ruszyliśmy z powrotem do domu. Po drodze zaczepiła nas jakaś grupka dziewczyn, które od razu zaczęły się przystawiać do Boomer'a. Chłopak posłał mi błagalne spojrzenie, ale ja tylko zaczęłam się głupkowato uśmiechać. Stanęłam z boku i przyglądałam się scence. Nie za bardzo wiedziałam jak pomóc mojemu przyjacielowi.
- Biedaczek nie szybko się od nich uwolni. - Na początku nie zareagowałam, ale po chwili nieznajomy zaczął machać mi ręką przed oczami.
- Halo...żyjesz?! - Szybko się ocknęłam. Chłopak się tylko zaśmiał.
- Przepraszam zamyśliłam się. - Powiedziałam zawstydzona i spuściłam wzrok.
- Nie szkodzi. Tak przy okazji. Jestem Mike. - Powiedział chłopak i wyciągnął do mnie rękę. Uścisnęłam mu ją i dopiero teraz dokładnie mu się przyjrzałam. Miał brązowe włosy z długą grzywką prawie zakrywającą mu lewą część twarzy. Był dobrze zbudowany. Miał na sobie ciemną koszule i jeansy.
- Ja jestem Maya. - Uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Miło cię poznać Mayu. Wiesz będziemy razem chodzić do klasy. Może lepiej się poznamy. - Powiedział i mrugnął do mnie. W tej samej chwili pojawił się koło nas Boom.
- Maya mam dość spadajmy stąd. - Wiedziałam, że był lekko zirytowany. Spojrzałam na Mike'a. Chłopak tylko się uśmiechnął.
- Jasne, czekałam tylko na ciebie. - Powiedziałam i zaczęłam powoli iść. - Do jutra Mike. - Dodałam i ruszyłam z Boomer'em do domu. Przez całą drogę panowała dziwna cisza. Nie wiedziałam czy Boomer jest zły czy to po prostu co innego, a może chodziło o te dziewczyny. Moje rozmyślania przerwał Boomer.
- Wiesz, że jesteśmy już pod twoim domem? - Spytał głupkowato. Dopiero teraz zauważyłam, że byłam tak zamyślona, że chciałam iść dalej.
- Racja. Ja po prostu zamyśliłam się.
- Uhuhu, Czy te myśli nie wędrowały wokół pewnego Mike'a? - Spojrzałam na niego jak na idiotę.
- Jeśli chcesz wiedzieć to nie. Poza tym chyba nie tylko ja byłam zamyślona. Czy ty przypadkiem nie myślałeś o grupce dziewczyn, które tak cię ubóstwiały? - Spytał podnosząc jedną brew.
- Nie. Miałem ważniejsze sprawy na głowie niż grupka piszczących dziewczyn.
- Yhy... niby jakie? - Spytałam mając nadzieje, że w końcu mi powie. Jednak nic takiego się nie stało. Chłopak po prostu mnie minął i wszedł do domu.
- Jasne ignoruj mnie i czuj się jak u siebie. - Powiedziałam zła i ruszyłam za nim. Chłopak zatrzymał się w ostatniej chwili tak, że walnęłam w niego. Chciałam na niego krzyczeć, ale on odsunął się i otworzył mi drzwi.
- Panie przodem. - Powiedział i wskazał wejście. - Nie ignorowałam cię - Dodał i się uśmiechnął głupkowato. Przewróciłam oczami i weszłam do środka.
- Już wróciłam. - Krzyknęłam, ale przywitała mnie głucha cisza. - Ciekawe gdzie są rodzice? - Dodałam i odwróciłam się w stronę Boomer'a, ale go tam nie było.
- Boomer? Boomer! - Krzyknęłam i ruszyłam korytarzem.
- Tu jestem. - Chłopka wychylił się z kuchni i machnął mi białą karteczką przed nosem.
- Twoi rodzice pojechali na zakupy i wrócą później. - Dodał i wręczył mi papierek.
- Szybki jesteś. - Powiedziałam i weszłam do kuchni. - Chcesz coś do picia? - Spytałam przyjaciela, ale ten tylko pokręcił głową. Po chwili zadzwonił jego telefon. Wyszedł porozmawiać i zaraz wrócił.
- Myślałem, że z tobą posiedzę, ale mama chce żebym wrócił do domu i jej pomógł. - Powiedział i ruszył w stronę wyjścia. - Do zobaczenia rano. - Dodał i wyszedł. Gdy Boomer zniknął poszłam na górę się przebrać. Nie miałam co robić więc tylko naszykowała sobie książki na jutro i włączyłam telewizor.
Boomer
Jak tylko wyszedłem z domu Mayi od razu biegiem ruszyłem do siebie. Po kilku minutach byłem na miejscu, gdzie czekali moi rodzice i państwo Stone's.
- Już jestem. - Powiedziałem zostawiając rzeczy w salonie wróciłem do rodziców. - Więc jakie plany? - Spytałem myśląc, że już coś mają wymyślone.
- Myślę, że będzie tak jak ustaliliśmy na początku po powrocie ze szkoły zabierzesz Maye do miasta, a my za ten czas przygotujemy przyjęcie. Potem jak wrócicie zrobimy jej niespodziankę. Zaprosimy znajomych i rodzinę. - Wyjaśniła mama Mayi.
- A zamierzacie jej powiedzieć? - Spytałem mając nadzieje, że w końcu jej powiedzą. Zresztą już najwyższa pora.
- Myślę, że już czas. - Powiedział Nicolas. Skinąłem głową i poszedłem do siebie do pokoju. Rodzice ustalali między sobą jakieś szczegóły, a ja zastanawiałem się jak jutro zająć Maye by nic nie podejrzewała. W końcu wymyśliłem. Mam nadzieje, że zajmie mi to dość dużo czasu i wyrobimy się przed imprezą. Trochę się denerwuje, bo nie wiem jak Maya zareaguje na to co powiedzą jej rodzice i jak zareaguje gdy dowie się, że ja o wszystkim wiedziałem...
Jest i kolejny rozdział. Może być trochę nudny, ale tak zazwyczaj jest na początku później się akcja rozkręci. Przepraszam, że czekaliście ale tak wyszło. Zapraszam do czytania Kamila :*
czwartek, 24 kwietnia 2014
Prolog
Nazywam się Maya. Maya Stones (czyt. Stons ) mam 15 lat. Mieszkam z rodziną zastępczą. Nie wiem co się stało z moimi prawdziwymi rodzicami. Zawsze ten temat jest omijany podczas naszych rozmów. Moi opiekunowie pochodzą z Niemiec, ale kilka lat temu przeprowadzili się do małego miasteczka Moran w stanie Kansas. Właśnie wtedy mnie adoptowali. Skończyłam wtedy 5 lat. Można powiedzieć, że był to taki prezent urodzinowy. Przeprowadzka z domu dziecka do nieznajomej rodziny dla pięciolatki jest straszna, ale można się szybko przyzwyczaić.
Jestem dość skryta w sobie i nie lubię wyróżniać się z tłumu, choć i tak mi nie pomaga w tym mój wygląd... Tak, właśnie... Nie codziennie można spotkać dziewczynę w niebieskich włosach i z dziwnymi tatuażami na policzkach. Choć wole sobie wmawiać, że to jakieś znamiona, które z czasem z nikną. Ludzie często myślą, że sama sobie zrobiłam te tatuaże bo byłam pod wpływem jakichś używek, ale staram się na to nie zwracać uwagi. Ważne, że ja znam prawdę i nie muszę się nikomu tłumaczyć, a już na pewno nie obcym ludziom.
Dzisiaj zaczynam swój pierwszy dzień w liceum. Trochę się denerwuje, bo nie wiem jak inni zareagują na mój wygląd. W poprzedniej szkole było dość trudno się przyzwyczaić, ale pewien chłopak mi pomógł i od tamtej pory radzimy sobie ze wszystkim razem. Właśnie mój pierwszy prawdziwy przyjaciel, opiekun i chyba najważniejsze, mój sąsiad :)
- Maya kochanie bo spóźnisz się na autobus. - Z rozmyśleń wyrwał mnie głos Elen. Mojej matki zastępczej. Przez te wszystkie lata spędzone z nią bardzo dużo się dowiedziałam. Pokazała mi wszystko to co jest w życiu ważne. Mimo, że nie jest moją prawdziwą mamą to bardzo ją kocham. Tak samo jak Nicolas'a. Mojego przybranego ojca. Oboje bardzo wiele dla mnie zrobili. Mam nadzieje, że kiedyś zdołam im się odwdzięczyć, że spełnię pokładane we mnie oczekiwania i, że będą ze mnie dumni.
- Spokojnie nie spóźnię się. Razem z Boomer'em umówiliśmy się, że pójdziemy razem na autobus. - Powiedziałam z uśmiechem. W tej samej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. - To pewnie on.- Dodałam i poszłam otworzyć drzwi.
- Hej mała gotowa na pierwszy dzień szkoły? - Spytał jak zwykle uśmiechnięty Boomer. Nie mam pojęcia skąd on zawsze ma tyle energii, czasem to męczące.
- Jasne duży pójdę tylko po torbę i możemy iść. - Mówiąc to wróciłam do kuchni po swoje rzeczy. - Mamo wychodzę. - Powiedziałam i ucałowałam ją w policzek.
- Pa skarbie. Uważaj na siebie. - Krzyknęła za mną i wróciła do swoich zajęć. Jednak zanim to zrobiła pokazała jakiś gest w stronę Boomer'a. Myślałam, że mi się wydawało, ale Boomer też zrobił coś podobnego. Udawałam, że tego nie widzę i wyszłam razem z chłopakiem na zewnątrz. Ruszyliśmy w stronę przystanku. W sumie to tylko niecałe pięć minut drogi, ale w taki dzień jak ten nawet pięć minut to dużo.
- Zdenerwowana? - Spytał po chwili Boom. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się szeroko. Wcale nie byłam zdenerwowana. Mimo, że idziemy do nowej szkoły to wiem, że nie będę sama. Boomer zawsze doda mi otuchy i pocieszy.
- Nie, raczej jestem podekscytowana. - Powiedziałam nadal nie odrywając od niego wzroku.
- Czemu mi się tak przyglądasz? - Spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Co to było? - Spytałam tak po prostu. Chłopak nie wiedział o co mi chodzi, bo jego mina w tej chwili była bezcenna.
- Co, co to było? Możesz to jakoś zinterpretować?
- No wiesz to w kuchni. Co pokazywałeś mojej mamie? - Spytałam zdziwiona i stanęłam w miejscu. Chłopak tylko uśmiechnął się głupkowato.
- Nie mam pojęcia o czym mówisz. - Powiedział i szedł dalej. Teraz to mnie zaczął irytować.
- Przestań! Nie możesz mi po prostu powiedzieć?! - Spytałam i ruszyłam za nim.
- Hmm pomyślmy... nie, a teraz chodź, bo w tym tempie nigdy nie dojdziemy na przystanek.
- Nie. Nie ruszę się dopóki mi nie powiesz. - Powiedziałam i znów stanęłam w miejscu. Chłopak tylko zaczął się śmiać.
- I co cię tak bawi?! - Spytałam już na maksa poirytowana. On nic nie odpowiedział tylko zaczął się bardziej śmiać. - Świetnie ignoruj mnie dalej! - Krzyknęłam i odwróciłam się tyłem.
- Zachowujesz się jak dziecko, wiesz? - Dodałam, ale znów nie odzyskałam odpowiedzi. Zanim zdążyłam zareagować poczułam jak Boomer łapie mnie od tyłu i niesie na rękach.
- No chodź dziecko, już się tak nie denerwuj. - Powiedział hamując śmiech.
- Nie Boomer postaw mnie, słyszysz...postaw mnie! - Krzyczałam jak opętana. Przestałam nawet zwracać uwagę na ludzi przechodzących obok. Uspokoiłam się dopiero na przystanku, kiedy upomniała mnie jakaś starsza pani.
- Postawisz mnie na ziemi?
- Nie.
- Proszę.
- Przestaniesz się dąsać?
- A powiesz mi prawdę?
- Nie.
- Czemuuuu?
- Musisz wszystko wiedzieć?
- A ty musisz wszystko przede mną ukrywać?
- Przestań odpowiadać pytaniem na pytanie.
- Skończ już.
- Nie dopóki mi nie powiesz!
- Wiesz, że ze mną nie wygrasz i uprzedzając twoją kolejną głupią wypowiedź, mówię nie i skończ już, a teraz zapraszam panią do autobusu. - Zanim mogłam coś powiedzieć Boomer postawił mnie na ziemi i wszedł do autobusu. Trochę dalej oszołomiona weszłam tuż za nim i usiadłam koło niego.
- To jeszcze nie koniec. - Powiedziałam kiedy już ruszyliśmy. W odpowiedzi dostałam tylko śmiech. Świetnie zapowiada się na prawdę cudowny dzień. Wyciągnęłam telefon i włożyłam słuchawki w uszy. Muzyka zawsze mnie relaksuje, a przede mną jeszcze cały dzień...
No witam :) Jest i prolog nowego opowiadania. Zalatuje nudą, ale nic na to nie poradzę... ja po prostu nie umiem pisać prologów... ale mniejsza z tym. Myślę, że się wam spodoba. Może jutro dodam nowy rozdział, ale nic nie obiecuje. Po powrocie trochę trudno się na nowo przyzwyczaić. To tyle ode mnie.
Do usłyszenia wkrótce, Kamila :)
Jestem dość skryta w sobie i nie lubię wyróżniać się z tłumu, choć i tak mi nie pomaga w tym mój wygląd... Tak, właśnie... Nie codziennie można spotkać dziewczynę w niebieskich włosach i z dziwnymi tatuażami na policzkach. Choć wole sobie wmawiać, że to jakieś znamiona, które z czasem z nikną. Ludzie często myślą, że sama sobie zrobiłam te tatuaże bo byłam pod wpływem jakichś używek, ale staram się na to nie zwracać uwagi. Ważne, że ja znam prawdę i nie muszę się nikomu tłumaczyć, a już na pewno nie obcym ludziom.
Dzisiaj zaczynam swój pierwszy dzień w liceum. Trochę się denerwuje, bo nie wiem jak inni zareagują na mój wygląd. W poprzedniej szkole było dość trudno się przyzwyczaić, ale pewien chłopak mi pomógł i od tamtej pory radzimy sobie ze wszystkim razem. Właśnie mój pierwszy prawdziwy przyjaciel, opiekun i chyba najważniejsze, mój sąsiad :)
- Maya kochanie bo spóźnisz się na autobus. - Z rozmyśleń wyrwał mnie głos Elen. Mojej matki zastępczej. Przez te wszystkie lata spędzone z nią bardzo dużo się dowiedziałam. Pokazała mi wszystko to co jest w życiu ważne. Mimo, że nie jest moją prawdziwą mamą to bardzo ją kocham. Tak samo jak Nicolas'a. Mojego przybranego ojca. Oboje bardzo wiele dla mnie zrobili. Mam nadzieje, że kiedyś zdołam im się odwdzięczyć, że spełnię pokładane we mnie oczekiwania i, że będą ze mnie dumni.
- Spokojnie nie spóźnię się. Razem z Boomer'em umówiliśmy się, że pójdziemy razem na autobus. - Powiedziałam z uśmiechem. W tej samej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. - To pewnie on.- Dodałam i poszłam otworzyć drzwi.
- Hej mała gotowa na pierwszy dzień szkoły? - Spytał jak zwykle uśmiechnięty Boomer. Nie mam pojęcia skąd on zawsze ma tyle energii, czasem to męczące.
- Jasne duży pójdę tylko po torbę i możemy iść. - Mówiąc to wróciłam do kuchni po swoje rzeczy. - Mamo wychodzę. - Powiedziałam i ucałowałam ją w policzek.
- Pa skarbie. Uważaj na siebie. - Krzyknęła za mną i wróciła do swoich zajęć. Jednak zanim to zrobiła pokazała jakiś gest w stronę Boomer'a. Myślałam, że mi się wydawało, ale Boomer też zrobił coś podobnego. Udawałam, że tego nie widzę i wyszłam razem z chłopakiem na zewnątrz. Ruszyliśmy w stronę przystanku. W sumie to tylko niecałe pięć minut drogi, ale w taki dzień jak ten nawet pięć minut to dużo.
- Zdenerwowana? - Spytał po chwili Boom. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się szeroko. Wcale nie byłam zdenerwowana. Mimo, że idziemy do nowej szkoły to wiem, że nie będę sama. Boomer zawsze doda mi otuchy i pocieszy.
- Nie, raczej jestem podekscytowana. - Powiedziałam nadal nie odrywając od niego wzroku.
- Czemu mi się tak przyglądasz? - Spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Co to było? - Spytałam tak po prostu. Chłopak nie wiedział o co mi chodzi, bo jego mina w tej chwili była bezcenna.
- Co, co to było? Możesz to jakoś zinterpretować?
- No wiesz to w kuchni. Co pokazywałeś mojej mamie? - Spytałam zdziwiona i stanęłam w miejscu. Chłopak tylko uśmiechnął się głupkowato.
- Nie mam pojęcia o czym mówisz. - Powiedział i szedł dalej. Teraz to mnie zaczął irytować.
- Przestań! Nie możesz mi po prostu powiedzieć?! - Spytałam i ruszyłam za nim.
- Hmm pomyślmy... nie, a teraz chodź, bo w tym tempie nigdy nie dojdziemy na przystanek.
- Nie. Nie ruszę się dopóki mi nie powiesz. - Powiedziałam i znów stanęłam w miejscu. Chłopak tylko zaczął się śmiać.
- I co cię tak bawi?! - Spytałam już na maksa poirytowana. On nic nie odpowiedział tylko zaczął się bardziej śmiać. - Świetnie ignoruj mnie dalej! - Krzyknęłam i odwróciłam się tyłem.
- Zachowujesz się jak dziecko, wiesz? - Dodałam, ale znów nie odzyskałam odpowiedzi. Zanim zdążyłam zareagować poczułam jak Boomer łapie mnie od tyłu i niesie na rękach.
- No chodź dziecko, już się tak nie denerwuj. - Powiedział hamując śmiech.
- Nie Boomer postaw mnie, słyszysz...postaw mnie! - Krzyczałam jak opętana. Przestałam nawet zwracać uwagę na ludzi przechodzących obok. Uspokoiłam się dopiero na przystanku, kiedy upomniała mnie jakaś starsza pani.
- Postawisz mnie na ziemi?
- Nie.
- Proszę.
- Przestaniesz się dąsać?
- A powiesz mi prawdę?
- Nie.
- Czemuuuu?
- Musisz wszystko wiedzieć?
- A ty musisz wszystko przede mną ukrywać?
- Przestań odpowiadać pytaniem na pytanie.
- Skończ już.
- Nie dopóki mi nie powiesz!
- Wiesz, że ze mną nie wygrasz i uprzedzając twoją kolejną głupią wypowiedź, mówię nie i skończ już, a teraz zapraszam panią do autobusu. - Zanim mogłam coś powiedzieć Boomer postawił mnie na ziemi i wszedł do autobusu. Trochę dalej oszołomiona weszłam tuż za nim i usiadłam koło niego.
- To jeszcze nie koniec. - Powiedziałam kiedy już ruszyliśmy. W odpowiedzi dostałam tylko śmiech. Świetnie zapowiada się na prawdę cudowny dzień. Wyciągnęłam telefon i włożyłam słuchawki w uszy. Muzyka zawsze mnie relaksuje, a przede mną jeszcze cały dzień...
No witam :) Jest i prolog nowego opowiadania. Zalatuje nudą, ale nic na to nie poradzę... ja po prostu nie umiem pisać prologów... ale mniejsza z tym. Myślę, że się wam spodoba. Może jutro dodam nowy rozdział, ale nic nie obiecuje. Po powrocie trochę trudno się na nowo przyzwyczaić. To tyle ode mnie.
Do usłyszenia wkrótce, Kamila :)
środa, 23 kwietnia 2014
Nowe Opowiadania
No dobrze... od czego by zacząć.
Dobrze. Długo mnie nie było, ale miałam swoje powody. Choroba, szkoła i inne drobne problemy, ale nie sądzę, że chcecie o tym słuchać, jeśli w ogóle chcecie mnie jeszcze słuchać...
Czytałam zakładkę z pomysłami i spodobały mi się dwa. Można z nich wymyślić bardzo fajne historie. Jeżeli jeszcze byście chcieli czytać moje opowiadania to napiszcie komentarz albo dajcie znać na czacie. Bardzo chętnie znów zacznę dla was pisać, pod warunkiem, że tego chcecie :)
To tyle ode mnie. Mam nadzieje, że jednak będziecie chcieli dalej czytać tego bloga i, że mnie nie znienawidziliście przez ten czas...
Pozdrawiam was wszystkich Kamila :)
Dobrze. Długo mnie nie było, ale miałam swoje powody. Choroba, szkoła i inne drobne problemy, ale nie sądzę, że chcecie o tym słuchać, jeśli w ogóle chcecie mnie jeszcze słuchać...
Czytałam zakładkę z pomysłami i spodobały mi się dwa. Można z nich wymyślić bardzo fajne historie. Jeżeli jeszcze byście chcieli czytać moje opowiadania to napiszcie komentarz albo dajcie znać na czacie. Bardzo chętnie znów zacznę dla was pisać, pod warunkiem, że tego chcecie :)
To tyle ode mnie. Mam nadzieje, że jednak będziecie chcieli dalej czytać tego bloga i, że mnie nie znienawidziliście przez ten czas...
Pozdrawiam was wszystkich Kamila :)
wtorek, 22 kwietnia 2014
OneShot- Przysięga tchem ostanim dochowana będzie...
Znacie to uczycie? Motylki w brzuchu, nerwowe spojrzenia i
pocenie się dłoni? Ona znała. Doskonale. Kiedy tylko znajdowała się w
jednym pomieszczeniu razem z chłopakiem te wszystkie uczucia od razu ją
wtedy nachodziły.
Dlatego kiedy tylko mogła medytowała. Oddalała się od niego, zamykając się w swoich znajomych czterech ścianach. Wychodziła tylko na misję i rzadko kiedy rozmawiała.
Teraz jednak wiedziała że to koniec. Drużyna Radicor zaskoczyła ją. Walczyła sama ale oni mieli po swoje stronie czarne moce. Dzięki nim zadali jej cios który spowodował że dziewczyna leżała na ziemi powoli umierając. Kiedy ja znaleźli, Boomer natychmiast pobiegł po maszynę a Ky został z nią. Położył jej głowę na swoich kolanach i próbował zahamować ranę białą koszulą która ściągnął ze swoich pleców.
-To na nic.- jej zachrypniety głos zmusił go by spojrzał na jej bladą teraz twarz.
-Nie męcz się z tym.- próbowała się uśmiechnąć ale wyszedł tylko słaby lekki grymas. - Nie wiedziałam że śmierć nadchodzi tak szybko.
-Maya nawet tak nie mów. Wyjdziesz z tego obiecuje.
-Obiecałam Bodaiowi że będę broniła dobra do końca życia jak najbardziej mogę. Cóż. Przysięga tchem ostanim dochowana będzie. Teraz ty.Obiecaj mi że zniszczysz Lokharta. I drużynę Radicor.- delikatnie przyciągnęła jego twarz do swojej.- Obiecaj.
-Przysięgam.- kiedy chłopak wypowiedział to jedno słowo, niebieskowłosa wypiła się zachłannie w jego usta. On oddał pocałunek. Z każdą chwilą dziewczyna robiła się coraz słabsza aż w końcu opadła bezwładnie na jego kolana. Umarła.
Ciało Mayi zostało pochowane w ogrodzie Bodaia.
Co do Ky'a to dochował obietnicy. Zniszczył Lokharta i drużynę Radicor. Ale do końca życia pamiętał swój pierwszy i ostatni pocałunek. Pocałunek z Maya. Maya która oddała życie za przyjaciół i miłość.
Dlatego kiedy tylko mogła medytowała. Oddalała się od niego, zamykając się w swoich znajomych czterech ścianach. Wychodziła tylko na misję i rzadko kiedy rozmawiała.
Teraz jednak wiedziała że to koniec. Drużyna Radicor zaskoczyła ją. Walczyła sama ale oni mieli po swoje stronie czarne moce. Dzięki nim zadali jej cios który spowodował że dziewczyna leżała na ziemi powoli umierając. Kiedy ja znaleźli, Boomer natychmiast pobiegł po maszynę a Ky został z nią. Położył jej głowę na swoich kolanach i próbował zahamować ranę białą koszulą która ściągnął ze swoich pleców.
-To na nic.- jej zachrypniety głos zmusił go by spojrzał na jej bladą teraz twarz.
-Nie męcz się z tym.- próbowała się uśmiechnąć ale wyszedł tylko słaby lekki grymas. - Nie wiedziałam że śmierć nadchodzi tak szybko.
-Maya nawet tak nie mów. Wyjdziesz z tego obiecuje.
-Obiecałam Bodaiowi że będę broniła dobra do końca życia jak najbardziej mogę. Cóż. Przysięga tchem ostanim dochowana będzie. Teraz ty.Obiecaj mi że zniszczysz Lokharta. I drużynę Radicor.- delikatnie przyciągnęła jego twarz do swojej.- Obiecaj.
-Przysięgam.- kiedy chłopak wypowiedział to jedno słowo, niebieskowłosa wypiła się zachłannie w jego usta. On oddał pocałunek. Z każdą chwilą dziewczyna robiła się coraz słabsza aż w końcu opadła bezwładnie na jego kolana. Umarła.
Ciało Mayi zostało pochowane w ogrodzie Bodaia.
Co do Ky'a to dochował obietnicy. Zniszczył Lokharta i drużynę Radicor. Ale do końca życia pamiętał swój pierwszy i ostatni pocałunek. Pocałunek z Maya. Maya która oddała życie za przyjaciół i miłość.
*******************************************
Wiem że wyszło fatalnie. Ale narazie musicie czytać moje one-shoty....
czwartek, 13 lutego 2014
Epilog
Maya
Gdy tylko byliśmy już w klasztorze od razu przywitali mnie Boomer i Akkie. Uścisnęłam każde z nich osobna. Od razu w oczy rzuciło mi się, że nie ma z nami Ky'a.
- Jest w pokoju. - Powiedział Boomer poruszając śmiesznie brwiami. Wiedziałam o co mu chodzi, ale nie myślałam o tym dużo. Najszybciej jak potrafiłam pobiegłam w stronę pokoju Ky'a. Po minucie byłam już na miejscu. Zapukałam delikatnie od drzwi. Słyszałam jak chłopak podchodzi do drzwi. Serce mi stanęło. Nie wiedziałam co mam zrobić, nie miałam nawet czasu myśleć. W drzwiach stanął Ky. Nie wiele myśląc pocałowałam go. Chłopak na początku był w lekkim szoku, ale po chwili się rozluźnił.
- M...Maya. - Wyjąkał zaskoczony. Ja nic nie powiedziałam tylko się w niego wtuliłam.
- Ky przepraszam za wszystko. Za to, że musieliśmy przez to przechodzić, że byłam taka zimna, za wszystko. - Wyszeptałam nadal w niego wtulona.
- Ja też powinienem cię przeprosić. To wszystko nie powinno tak wyglądać. - Uśmiechnął się i znów mnie pocałował. Gdy już się uspokoiliśmy, udaliśmy się na plac gdzie wcześniej zostawiłam Boomer'a i Akkie. Po wyjaśnieniu wszystkiego Boomer przytulił nas wszystkich w wielkim grupowym uścisku. Miłą chwilę przerwali mistrzowie.
- Mistrzu co się dzieje? - Spytał Ky.
- Czas na waszą ostatnią misje. - Powiedział Boddai. Popatrzałam na wszystkich smutno. Teraz gdy znów miało być jak dawniej, to wszystko się sypie.
- Co będzie z nami potem? - Spytała równie smutna Akkie.
- Każdy z was pójdzie własną drogą, wybraną przez siebie. Z bólem serca mówię, że niestety to koniec. - Powiedział Boddai na zakończenie. Potem ruszyliśmy na ostatnią misję. Przez całą drogę rozmawialiśmy na temat naszej przyszłości. Zrobiło mi się jeszcze bardziej smutno, gdy pomyślałam o tym, że nasze drogi się rozejdą. Jak powiedział Boddai, każdy z nas pójdzie w swoją stronę...
Misja poszła szybko i bez żadnych utrudnień. Może to dziwne, ale brakuje mi walk i tej dawki adrenaliny, która zawsze nas napędzała. Gdy wróciliśmy dowiedzieliśmy się o tym, że pora się spakować. Było mi żal opuszczać to miejsce. Wiąże się z nim tyle wspomnień. To przecież mój dom, moje wszystkie wspomnienia.
Podczas pakowanie przyszedł do mnie Ky. Był bardzo zadowolony co mnie zdziwiło.
- Mam się spytać co ci jest, czy sam mi powiesz? - Spytałam podejrzliwie. Chłopak podszedł do mnie i wziął mnie za rękę.
- Mam świetną wiadomość. - Powiedział tajemniczo. - Mój tato zgodził się byś zamieszkała z nami, a raczej ze mną. To taki mały prezencik ode mnie. - Nie wiedziałam co mam powiedzieć. W jednej chwili rzuciłam się chłopakowi na szyje i zaczęłam się śmiać jak małe dziecko.
- To wspaniała wiadomość. - Krzyknęłam starając się nad sobą zapanować. Chwilę jeszcze rozmawiałam z Ky'em, potem chłopak poszedł kończyć pakowanie u siebie. Gdy skończyliśmy na dziedzińcu stali już wszyscy. Gdy na nich spojrzałam, naprawdę zrozumiałam, że to koniec. Przypomniałam sobie też jak bardzo nienawidzę pożegnań, a już zwłaszcza z przyjaciółmi. Pierwsza podeszła do mnie Akkie. Bez słów się przytuliłyśmy. Nie było wiele do mówienia w takiej chwili. Potem przyszła kolej na Boomer'a. Jego uścisk mógł na prawdę powalić. Będzie mi tego brakowało, a także jego dowcipów i humoru. Na końcu był mistrz Boddai. Mimo różnych spięć między nami i tak nie mogłam się powstrzymać od łez. Przytuliłam mojego przybranego dziadka z całych sił.
- Dziękuje. - Powiedziałam cicho szlochając. - Dziękuje za wszystko co dla mnie zrobiłeś.
- Dla ciebie Mayu zawsze zrobiłbym wszystko. - Powiedział i poszedł pożegnać się z resztą. Gdy już skończyliśmy, każdy poszedł w swoją stronę...
Jakiś czas później
Minęło już sporo czasu od kiedy ostatni raz się widzieliśmy. Teraz wszystko wygląda inaczej. Mistrz Boddai zajął się hodowlą roślin. W sumie to zawsze je kochał. Boomer i Akkie są teraz na farmie u rodziców blondyna. Ekayon został podróżnikiem i wcale mu się nie dziwię. Zawsze kochał przygody. Ja natomiast spędzam swój cały czas z Ky'em. Właściwie mamy przed sobą bardzo długą drogę, ale i tak cieszymy się każdą chwilą spędzoną wspólnie...
KONIEC...
Tak to właśnie jest koniec mojego opowiadania. Może nie wyszedł tak jak chciałam, ale nie jest źle...
Jeżeli ktoś to czyta to mam dobrą wiadomość. Otóż to nie konie bloga, bo teraz zacznę pisać historie z pomysłów jakie napisałyście dla mnie. Także nie martwcie się, bo już niedługo może Nowa Historia! :)
To tyle ode mnie Kamila :*
Gdy tylko byliśmy już w klasztorze od razu przywitali mnie Boomer i Akkie. Uścisnęłam każde z nich osobna. Od razu w oczy rzuciło mi się, że nie ma z nami Ky'a.
- Jest w pokoju. - Powiedział Boomer poruszając śmiesznie brwiami. Wiedziałam o co mu chodzi, ale nie myślałam o tym dużo. Najszybciej jak potrafiłam pobiegłam w stronę pokoju Ky'a. Po minucie byłam już na miejscu. Zapukałam delikatnie od drzwi. Słyszałam jak chłopak podchodzi do drzwi. Serce mi stanęło. Nie wiedziałam co mam zrobić, nie miałam nawet czasu myśleć. W drzwiach stanął Ky. Nie wiele myśląc pocałowałam go. Chłopak na początku był w lekkim szoku, ale po chwili się rozluźnił.
- M...Maya. - Wyjąkał zaskoczony. Ja nic nie powiedziałam tylko się w niego wtuliłam.
- Ky przepraszam za wszystko. Za to, że musieliśmy przez to przechodzić, że byłam taka zimna, za wszystko. - Wyszeptałam nadal w niego wtulona.
- Ja też powinienem cię przeprosić. To wszystko nie powinno tak wyglądać. - Uśmiechnął się i znów mnie pocałował. Gdy już się uspokoiliśmy, udaliśmy się na plac gdzie wcześniej zostawiłam Boomer'a i Akkie. Po wyjaśnieniu wszystkiego Boomer przytulił nas wszystkich w wielkim grupowym uścisku. Miłą chwilę przerwali mistrzowie.
- Mistrzu co się dzieje? - Spytał Ky.
- Czas na waszą ostatnią misje. - Powiedział Boddai. Popatrzałam na wszystkich smutno. Teraz gdy znów miało być jak dawniej, to wszystko się sypie.
- Co będzie z nami potem? - Spytała równie smutna Akkie.
- Każdy z was pójdzie własną drogą, wybraną przez siebie. Z bólem serca mówię, że niestety to koniec. - Powiedział Boddai na zakończenie. Potem ruszyliśmy na ostatnią misję. Przez całą drogę rozmawialiśmy na temat naszej przyszłości. Zrobiło mi się jeszcze bardziej smutno, gdy pomyślałam o tym, że nasze drogi się rozejdą. Jak powiedział Boddai, każdy z nas pójdzie w swoją stronę...
Misja poszła szybko i bez żadnych utrudnień. Może to dziwne, ale brakuje mi walk i tej dawki adrenaliny, która zawsze nas napędzała. Gdy wróciliśmy dowiedzieliśmy się o tym, że pora się spakować. Było mi żal opuszczać to miejsce. Wiąże się z nim tyle wspomnień. To przecież mój dom, moje wszystkie wspomnienia.
Podczas pakowanie przyszedł do mnie Ky. Był bardzo zadowolony co mnie zdziwiło.
- Mam się spytać co ci jest, czy sam mi powiesz? - Spytałam podejrzliwie. Chłopak podszedł do mnie i wziął mnie za rękę.
- Mam świetną wiadomość. - Powiedział tajemniczo. - Mój tato zgodził się byś zamieszkała z nami, a raczej ze mną. To taki mały prezencik ode mnie. - Nie wiedziałam co mam powiedzieć. W jednej chwili rzuciłam się chłopakowi na szyje i zaczęłam się śmiać jak małe dziecko.
- To wspaniała wiadomość. - Krzyknęłam starając się nad sobą zapanować. Chwilę jeszcze rozmawiałam z Ky'em, potem chłopak poszedł kończyć pakowanie u siebie. Gdy skończyliśmy na dziedzińcu stali już wszyscy. Gdy na nich spojrzałam, naprawdę zrozumiałam, że to koniec. Przypomniałam sobie też jak bardzo nienawidzę pożegnań, a już zwłaszcza z przyjaciółmi. Pierwsza podeszła do mnie Akkie. Bez słów się przytuliłyśmy. Nie było wiele do mówienia w takiej chwili. Potem przyszła kolej na Boomer'a. Jego uścisk mógł na prawdę powalić. Będzie mi tego brakowało, a także jego dowcipów i humoru. Na końcu był mistrz Boddai. Mimo różnych spięć między nami i tak nie mogłam się powstrzymać od łez. Przytuliłam mojego przybranego dziadka z całych sił.
- Dziękuje. - Powiedziałam cicho szlochając. - Dziękuje za wszystko co dla mnie zrobiłeś.
- Dla ciebie Mayu zawsze zrobiłbym wszystko. - Powiedział i poszedł pożegnać się z resztą. Gdy już skończyliśmy, każdy poszedł w swoją stronę...
Jakiś czas później
Minęło już sporo czasu od kiedy ostatni raz się widzieliśmy. Teraz wszystko wygląda inaczej. Mistrz Boddai zajął się hodowlą roślin. W sumie to zawsze je kochał. Boomer i Akkie są teraz na farmie u rodziców blondyna. Ekayon został podróżnikiem i wcale mu się nie dziwię. Zawsze kochał przygody. Ja natomiast spędzam swój cały czas z Ky'em. Właściwie mamy przed sobą bardzo długą drogę, ale i tak cieszymy się każdą chwilą spędzoną wspólnie...
KONIEC...
Tak to właśnie jest koniec mojego opowiadania. Może nie wyszedł tak jak chciałam, ale nie jest źle...
Jeżeli ktoś to czyta to mam dobrą wiadomość. Otóż to nie konie bloga, bo teraz zacznę pisać historie z pomysłów jakie napisałyście dla mnie. Także nie martwcie się, bo już niedługo może Nowa Historia! :)
To tyle ode mnie Kamila :*
sobota, 8 lutego 2014
Jak do tego doszło
Ky
Gdy zebraliśmy kairu od razu udaliśmy się w drogę powrotną do klasztoru. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego Boddai kazał nam lecieć bez Mayi. Co prawda nie ma już e-teensów i Lokar'a, ale Maya i tak bardzo pomaga nam w czasie misji. Byłem ciekaw czy już podjęła decyzje. Miałem nadzieje, że to nie koniec, że jeszcze będziemy razem. Gdy tylko wylądowaliśmy od razu poszedłem do swojego pokoju. Myślałem, że Maya będzie tam czekać, ale zamiast niej zastałem tam swojego ojca. Z lekka zdezorientowany wszedłem do środka. Mój ojciec nie był w najlepszym humorze i to było widać od razu.
- Hej tato, co ty tu robisz? - Spytałem nadal zdziwiony jego obecnością. On nic nie powiedział tylko wyciągnął z kieszeni kopertę i mi ją wręczył.
- Myślę, że powinieneś to przeczytać w spokoju. - Powiedział i wyszedł za nim zdążyłem o cokolwiek zapytać. Spojrzałem na papier w mojej ręce i zacząłem czytać. Był to list od Mayi. Na początku myślałem, że to żart, ale im więcej przeczytałem tym bardziej do mnie docierało, że to prawda. Okrutna prawda. Rzuciłem list na łóżko i wyszedłem na zewnątrz. Byłem bardzo zły i chciałem się na czymś wyżyć. Nie mogłem zrozumieć, że Boddai nawet nie pozwolił jej się z nami pożegnać. Nawet nie zaczekał aż wrócimy z misji. Doszedłem na plac treningowy i zacząłem ćwiczyć. Musiałem jakoś rozładować swoje emocje.
Wiedziałem, że na wiele to nie pomoże, ale chciałem zająć głowę innymi myślami. Nie wiem ile czasu mi zajął trening, ale było już na prawdę późno. Gdy wróciłem do pokoju na zegarku było po 23.
- Pięknie - Mruknąłem po czym położyłem się na łóżku. Cały dzień był do niczego, a na dodatek będę musiał powiedzieć Boomer'owi i Akkie o tym, że Mayi nie będzie przez najbliższy czas. Właśnie przez najbliższy czas. Ta myśl mnie dobijała. Mogliśmy go spędzić razem, ale zamiast tego ona jest na drugim końcu świata w klasztorze Mistrza Atoch'a i to na dodatek z Ekayon'em. Poczułem dziwne ukłucie. Przecież ona cały ten czas spędzi z Ekayon'em. A co jeżeli o mnie zapomni i to przez niego?! Nie miałem siły nawet o tym myśleć.
Tydzień Później...
Maya
Treningi poza klasztorem to nie to samo. Brakuje mi przyjaciół. Naszych wygłupów i wspólnych misji. Moje szkolenie już wcale nie przynosi mi takiej radości jak kiedyś. Na dodatek cały czas myślę o Ky'u. Żałuje, że nawet nie mogliśmy sobie wszystkiego wyjaśnić. Teraz pewnie w ogóle nie chce ze mną rozmawiać, ale jeśli przeczytał lit to na pewno zrozumiał. Jestem tu już tydzień a czuje się jakby to był rok. Treningi u Mistrza Atoch'a są bardzo wyczerpujące. Nie mam pojęcia jak Ekaayon daje sobie z tym wszystkim rade. A skoro mowa o nim. Od czasu gdy przybyłam tutaj zachowuje się inaczej. Jest taki weselszy. Normalnie jak nie on. W sumie nie przeszkadza mi to, bo dzięki niemu też potrafię się rozchmurzyć. Jednak to nie to samo co z Akkie i chłopakami.
Czekam na Mistrza Atoch'a. Miał mi coś ważnego do przekazania, ale jeszcze się nie pojawił. Nie wiem czasu minęło, ale w końcu się pojawił. Był w dobrym humorze. Czy oni wszyscy dzisiaj taki wesoły dzień mają,czy tylko mi się tak wydaje?! Gdy podszedł do mnie bliżej uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Mistrzu czy wszystko w porządku? - Zapytałam z lekka zaniepokojona.
- Spokojnie Mayu, wszystko jest w porządku. - Odpowiedział i ruszył w stronę klasztoru. Nie wiedząc co robić poszłam za nim.
- Mistrzu chciałeś mi coś powiedzieć. Co to jest? - Byłam bardzo ciekawa o co chodzi. Weszliśmy do pokoju. Usiadłam na przeciwko Atoch'a.
- Mayu minął już tydzień. Przez cały ten czas nauczyłaś się wielu nowych rzeczy i udoskonaliłaś swoje umiejętności. - Mistrz przerwał na chwilę by sprawdzić moją reakcję. - Na pewno się ucieszysz z tego co ci powiem, ale proszę nie roznieś mi całego klasztoru. - Znów przerwał. Miałam złe przeczucie. Nie wiedziałam co się dzieje i dlaczego mistrz tak długo się z tym ociąga.
- Mistrzu co się dzieje?- Spytałam niepewnie. Atoch tylko się uśmiechnął.
- Maya twoje szkolenie właśnie dobiegło końca i jeszcze dzisiaj wracasz do klasztoru. - W tej chwili mnie zatkało. Już wracam?! Podskoczyłam z piskiem z miejsca.
- Tak! - Krzyknęłam szczęśliwa. Mistrz też zaczął się śmiać.
- Musisz iść spakować swoje rzeczy. - Powiedział gdy już się trochę uspokoiłam. Szybko pobiegłam do swojego pokoju i spakowałam swoje rzeczy. Gdy wyszłam na plac czekał na mnie Ekayon.
- Mistrz Atoch zaraz przyjdzie. - Powiedział gdy byłam już obok niego. - Czyli wracasz już z powrotem. - Dodał smutny. Zrobiło mi się go żal. Faktycznie przez ten cały tydzień spędziliśmy ze sobą dużo czasu i było na prawdę super, ale niestety muszę wracać i załatwić swoje dawne sprawy.
- Tak, na to wygląda. - Powiedziałam cicho. - Szkoda, było na prawdę fajnie.
- Masz racje, ale na pewno to kiedyś powtórzymy. - Uśmiechnęłam się szeroko.
- Na pewno. - Powiedziałam i go przytuliłam. Po chwili dołączył do nas Mistrz Atoch.
- Gotowa Mayu? - Spytał z uśmieszkiem.
- Tak mistrzu ruszajmy. - Jeszcze raz przytuliłam Ekayona i ruszyłam razem z Mistrzem do swojego klasztoru.
No to na początek ogromne przeprosiny za to, że nie było rozdziału. Na prawdę przepraszam, ale miałam tyle do nadrobienie, że coś strasznego... Druga sprawa to już chyba koniec mojej historii. Dodam jeszcze jeden rozdział i epilog i to tyle. Nie wiem, ale już więcej nic nie wymyślę. Jeśli chcecie jeszcze jakieś historie, możecie podać swoje pomysły w zakładce "Pomysły". Ja postaram się jakoś zinterpretować pomysły dwóch czytelniczek, bo spodobały mi się i napiszę nową historię. Oczywiście zależy od was czy chcecie nową historię czy nie. To tyle ode mnie pozdrawiam Kamila :)
Gdy zebraliśmy kairu od razu udaliśmy się w drogę powrotną do klasztoru. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego Boddai kazał nam lecieć bez Mayi. Co prawda nie ma już e-teensów i Lokar'a, ale Maya i tak bardzo pomaga nam w czasie misji. Byłem ciekaw czy już podjęła decyzje. Miałem nadzieje, że to nie koniec, że jeszcze będziemy razem. Gdy tylko wylądowaliśmy od razu poszedłem do swojego pokoju. Myślałem, że Maya będzie tam czekać, ale zamiast niej zastałem tam swojego ojca. Z lekka zdezorientowany wszedłem do środka. Mój ojciec nie był w najlepszym humorze i to było widać od razu.
- Hej tato, co ty tu robisz? - Spytałem nadal zdziwiony jego obecnością. On nic nie powiedział tylko wyciągnął z kieszeni kopertę i mi ją wręczył.
- Myślę, że powinieneś to przeczytać w spokoju. - Powiedział i wyszedł za nim zdążyłem o cokolwiek zapytać. Spojrzałem na papier w mojej ręce i zacząłem czytać. Był to list od Mayi. Na początku myślałem, że to żart, ale im więcej przeczytałem tym bardziej do mnie docierało, że to prawda. Okrutna prawda. Rzuciłem list na łóżko i wyszedłem na zewnątrz. Byłem bardzo zły i chciałem się na czymś wyżyć. Nie mogłem zrozumieć, że Boddai nawet nie pozwolił jej się z nami pożegnać. Nawet nie zaczekał aż wrócimy z misji. Doszedłem na plac treningowy i zacząłem ćwiczyć. Musiałem jakoś rozładować swoje emocje.
Wiedziałem, że na wiele to nie pomoże, ale chciałem zająć głowę innymi myślami. Nie wiem ile czasu mi zajął trening, ale było już na prawdę późno. Gdy wróciłem do pokoju na zegarku było po 23.
- Pięknie - Mruknąłem po czym położyłem się na łóżku. Cały dzień był do niczego, a na dodatek będę musiał powiedzieć Boomer'owi i Akkie o tym, że Mayi nie będzie przez najbliższy czas. Właśnie przez najbliższy czas. Ta myśl mnie dobijała. Mogliśmy go spędzić razem, ale zamiast tego ona jest na drugim końcu świata w klasztorze Mistrza Atoch'a i to na dodatek z Ekayon'em. Poczułem dziwne ukłucie. Przecież ona cały ten czas spędzi z Ekayon'em. A co jeżeli o mnie zapomni i to przez niego?! Nie miałem siły nawet o tym myśleć.
Tydzień Później...
Maya
Treningi poza klasztorem to nie to samo. Brakuje mi przyjaciół. Naszych wygłupów i wspólnych misji. Moje szkolenie już wcale nie przynosi mi takiej radości jak kiedyś. Na dodatek cały czas myślę o Ky'u. Żałuje, że nawet nie mogliśmy sobie wszystkiego wyjaśnić. Teraz pewnie w ogóle nie chce ze mną rozmawiać, ale jeśli przeczytał lit to na pewno zrozumiał. Jestem tu już tydzień a czuje się jakby to był rok. Treningi u Mistrza Atoch'a są bardzo wyczerpujące. Nie mam pojęcia jak Ekaayon daje sobie z tym wszystkim rade. A skoro mowa o nim. Od czasu gdy przybyłam tutaj zachowuje się inaczej. Jest taki weselszy. Normalnie jak nie on. W sumie nie przeszkadza mi to, bo dzięki niemu też potrafię się rozchmurzyć. Jednak to nie to samo co z Akkie i chłopakami.
Czekam na Mistrza Atoch'a. Miał mi coś ważnego do przekazania, ale jeszcze się nie pojawił. Nie wiem czasu minęło, ale w końcu się pojawił. Był w dobrym humorze. Czy oni wszyscy dzisiaj taki wesoły dzień mają,czy tylko mi się tak wydaje?! Gdy podszedł do mnie bliżej uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Mistrzu czy wszystko w porządku? - Zapytałam z lekka zaniepokojona.
- Spokojnie Mayu, wszystko jest w porządku. - Odpowiedział i ruszył w stronę klasztoru. Nie wiedząc co robić poszłam za nim.
- Mistrzu chciałeś mi coś powiedzieć. Co to jest? - Byłam bardzo ciekawa o co chodzi. Weszliśmy do pokoju. Usiadłam na przeciwko Atoch'a.
- Mayu minął już tydzień. Przez cały ten czas nauczyłaś się wielu nowych rzeczy i udoskonaliłaś swoje umiejętności. - Mistrz przerwał na chwilę by sprawdzić moją reakcję. - Na pewno się ucieszysz z tego co ci powiem, ale proszę nie roznieś mi całego klasztoru. - Znów przerwał. Miałam złe przeczucie. Nie wiedziałam co się dzieje i dlaczego mistrz tak długo się z tym ociąga.
- Mistrzu co się dzieje?- Spytałam niepewnie. Atoch tylko się uśmiechnął.
- Maya twoje szkolenie właśnie dobiegło końca i jeszcze dzisiaj wracasz do klasztoru. - W tej chwili mnie zatkało. Już wracam?! Podskoczyłam z piskiem z miejsca.
- Tak! - Krzyknęłam szczęśliwa. Mistrz też zaczął się śmiać.
- Musisz iść spakować swoje rzeczy. - Powiedział gdy już się trochę uspokoiłam. Szybko pobiegłam do swojego pokoju i spakowałam swoje rzeczy. Gdy wyszłam na plac czekał na mnie Ekayon.
- Mistrz Atoch zaraz przyjdzie. - Powiedział gdy byłam już obok niego. - Czyli wracasz już z powrotem. - Dodał smutny. Zrobiło mi się go żal. Faktycznie przez ten cały tydzień spędziliśmy ze sobą dużo czasu i było na prawdę super, ale niestety muszę wracać i załatwić swoje dawne sprawy.
- Tak, na to wygląda. - Powiedziałam cicho. - Szkoda, było na prawdę fajnie.
- Masz racje, ale na pewno to kiedyś powtórzymy. - Uśmiechnęłam się szeroko.
- Na pewno. - Powiedziałam i go przytuliłam. Po chwili dołączył do nas Mistrz Atoch.
- Gotowa Mayu? - Spytał z uśmieszkiem.
- Tak mistrzu ruszajmy. - Jeszcze raz przytuliłam Ekayona i ruszyłam razem z Mistrzem do swojego klasztoru.
No to na początek ogromne przeprosiny za to, że nie było rozdziału. Na prawdę przepraszam, ale miałam tyle do nadrobienie, że coś strasznego... Druga sprawa to już chyba koniec mojej historii. Dodam jeszcze jeden rozdział i epilog i to tyle. Nie wiem, ale już więcej nic nie wymyślę. Jeśli chcecie jeszcze jakieś historie, możecie podać swoje pomysły w zakładce "Pomysły". Ja postaram się jakoś zinterpretować pomysły dwóch czytelniczek, bo spodobały mi się i napiszę nową historię. Oczywiście zależy od was czy chcecie nową historię czy nie. To tyle ode mnie pozdrawiam Kamila :)
niedziela, 12 stycznia 2014
Wszystko nie tak
Maya
Wyszłam z pokoju i od razu ruszyłam w stronę x-scapera. Ky powinien być teraz u siebie. Podjęłam decyzję i dla mnie jest ona właściwa. Gdy przechodziłam już przez plac podszedł do mnie Boddai.
- Witaj mistrzu. - Przywitałam się i chciałam go ominąć, ale mnie zatrzymał.
- Maya musisz iść na zebranie rady. Redakai'owie mają ci do przekazanie ważną informacje. - Powiedział a ja patrzyłam na niego otępiała.
- Mistrzu, to nie może poczekać tak z 5 minut. Ja muszę tylko szybko... - Nie zdążyłam dokończyć, bo Boddai mi przerwał.
- Nie Maya musimy już iść. - Nie mogłam nawet dyskutować. Boddai zaprowadził mnie do reszty Redakai'ów. Wszyscy byli jacyś spięci i dziwnie na mnie patrzyli. Mistrz Atoch zaczął coś mówić, ale ja go nie słuchałam. Cały czas myślałam kiedy skończy się to zebranie. Wierciłam się niespokojnie. Ile to jeszcze będzie trwać!? Muszę porozmawiać z Ky'em. Właśnie ciekawe czy chłopak w ogóle jeszcze czeka na mnie?
W końcu słyszałam jak mówią coś do mnie. Głos zabrał Quantus.
- Maya wraz z Redakai'ami podjęliśmy decyzje, którą mam nadzieje zrozumiesz. - Spojrzałam na niego zdezorientowana.
- O co chodzi? - Spytałam niepewnie.
- Maya uznaliśmy, że swoje szkolenie dokończysz w klasztorze Mistrza Atoch'a. - Powiedział a mnie od razu zrobiło się słabo. Chwile mi zajęło aż doszłam do siebie. Wstałam z miejsca.
- Nie! Nie mam zamiaru zastawiać przyjaciół i przenosić się do innego klasztoru! - Krzyknęłam starając się zapanować nad swoim głosem.
- Z całym szacunkiem Mistrzu Atoch, to nie chodzi o ciebie. - Powiedziałam próbując go nie urazić.
- Niestety Maya, ale decyzja już zapadła. Jutro już będziesz n miejscu. - Powiedział Quantus. Czułam jak do oczu napływają mi łzy. Teraz gdy wszystko miało być dobrze, oni chcą to zepsuć.
- Nie martw się Maya, nie będziesz sama. Razem z tobą będzie uczył się też Ekayon. - Spojrzałam na Boddai'a srogim spojrzeniem. Ja mam się nie przejmować!? On sobie chyba żarty robi?!
- Mogę się chociaż ze wszystkimi pożegnać? - Spytałam nie podnosząc wzroku. Odpowiedział mi niestety Boddai.
- Niestety reszta już wyruszyła na koleją misje i nie ma ich teraz w klasztorze.- Pięknie, po prostu pięknie. Nie dość, że już dzisiaj opuszczam klasztor, to jeszcze nie mogę się z nikim pożegnać. Zrezygnowana wstałam i ruszyłam w stronę wyjścia.
- Zacznij się już pakować Mayu. - Dodał Quantus. Nic nie powiedziałam tylko wyszłam. Z oczu cały czas płynęły mi niepohamowanie łzy. Wbiegłam do pokoju z płaczem i rzuciłam się na łóżko. Po jakiś pięciu minutach wstałam i wyjęłam z szafki kartkę. Zaczęłam pisać list. Trochę mi zajęło dobranie odpowiednich słów, ale warto było. Położyłam list na szafce, a sama zaczęłam pakować swoje rzeczy. Wciąż nie mogłam w to uwierzyć. Gdy skończyłam się pakować wzięłam do ręki list. W tym samym czasie do pokoju wszedł Connor. Uśmiechnął się blado.
- Maya już pora. Mistrz Atoch czeka na ciebie na placu.
- Dobrze już idę. - Spojrzałam na kopertę w rękach. - Connor mogłabym cię o coś prosić? - Spytałam niepewnie. Nie byłam pewna co robię.
- Pewnie, a co mam zrobić? - Podeszłam i podałam mu kopertę.
- Chce żebyś dał to Ky'owi. Nie zdążyłam się z nim pożegnać, ale może to wystarczy. - Powiedziałam cicho po czym wyszłam z pokoju. Na placu jak mówił Connor stał już Mistrz Atoch. Uśmiechnął się do mnie ciepło. Odwzajemniłam uśmiech. W końcu to nie jego wina, że mnie przenoszą. Spojrzałam na niebo. Było już późno, a reszta jeszcze nie wróciła z misji. Naprawdę chciałam się z nimi pożegnać.
- Mayu na nas już pora. - Atoch wyrwał mnie z zamyśleń. Ruszyłam za nim.
- Zobaczysz, że wszystko będzie dobrze. - Powiedział starając się mnie pocieszyć.
- Mam nadzieje. - Mruknęłam cicho. - Mam nadzieje...
Dum! Dum! Dum! Witam wszystkich. Chyba nikt się nie spodziewał takiego zwrotu akcji. Miało być miło i pięknie, ale jednak coś mnie natchnęło i wyszło inaczej. Rozdział nie jest najdłuższy, ale chciałam coś dodać, bo jutro poniedziałek. Także mam nadzieje, że się spodoba =D
Wyszłam z pokoju i od razu ruszyłam w stronę x-scapera. Ky powinien być teraz u siebie. Podjęłam decyzję i dla mnie jest ona właściwa. Gdy przechodziłam już przez plac podszedł do mnie Boddai.
- Witaj mistrzu. - Przywitałam się i chciałam go ominąć, ale mnie zatrzymał.
- Maya musisz iść na zebranie rady. Redakai'owie mają ci do przekazanie ważną informacje. - Powiedział a ja patrzyłam na niego otępiała.
- Mistrzu, to nie może poczekać tak z 5 minut. Ja muszę tylko szybko... - Nie zdążyłam dokończyć, bo Boddai mi przerwał.
- Nie Maya musimy już iść. - Nie mogłam nawet dyskutować. Boddai zaprowadził mnie do reszty Redakai'ów. Wszyscy byli jacyś spięci i dziwnie na mnie patrzyli. Mistrz Atoch zaczął coś mówić, ale ja go nie słuchałam. Cały czas myślałam kiedy skończy się to zebranie. Wierciłam się niespokojnie. Ile to jeszcze będzie trwać!? Muszę porozmawiać z Ky'em. Właśnie ciekawe czy chłopak w ogóle jeszcze czeka na mnie?
W końcu słyszałam jak mówią coś do mnie. Głos zabrał Quantus.
- Maya wraz z Redakai'ami podjęliśmy decyzje, którą mam nadzieje zrozumiesz. - Spojrzałam na niego zdezorientowana.
- O co chodzi? - Spytałam niepewnie.
- Maya uznaliśmy, że swoje szkolenie dokończysz w klasztorze Mistrza Atoch'a. - Powiedział a mnie od razu zrobiło się słabo. Chwile mi zajęło aż doszłam do siebie. Wstałam z miejsca.
- Nie! Nie mam zamiaru zastawiać przyjaciół i przenosić się do innego klasztoru! - Krzyknęłam starając się zapanować nad swoim głosem.
- Z całym szacunkiem Mistrzu Atoch, to nie chodzi o ciebie. - Powiedziałam próbując go nie urazić.
- Niestety Maya, ale decyzja już zapadła. Jutro już będziesz n miejscu. - Powiedział Quantus. Czułam jak do oczu napływają mi łzy. Teraz gdy wszystko miało być dobrze, oni chcą to zepsuć.
- Nie martw się Maya, nie będziesz sama. Razem z tobą będzie uczył się też Ekayon. - Spojrzałam na Boddai'a srogim spojrzeniem. Ja mam się nie przejmować!? On sobie chyba żarty robi?!
- Mogę się chociaż ze wszystkimi pożegnać? - Spytałam nie podnosząc wzroku. Odpowiedział mi niestety Boddai.
- Niestety reszta już wyruszyła na koleją misje i nie ma ich teraz w klasztorze.- Pięknie, po prostu pięknie. Nie dość, że już dzisiaj opuszczam klasztor, to jeszcze nie mogę się z nikim pożegnać. Zrezygnowana wstałam i ruszyłam w stronę wyjścia.
- Zacznij się już pakować Mayu. - Dodał Quantus. Nic nie powiedziałam tylko wyszłam. Z oczu cały czas płynęły mi niepohamowanie łzy. Wbiegłam do pokoju z płaczem i rzuciłam się na łóżko. Po jakiś pięciu minutach wstałam i wyjęłam z szafki kartkę. Zaczęłam pisać list. Trochę mi zajęło dobranie odpowiednich słów, ale warto było. Położyłam list na szafce, a sama zaczęłam pakować swoje rzeczy. Wciąż nie mogłam w to uwierzyć. Gdy skończyłam się pakować wzięłam do ręki list. W tym samym czasie do pokoju wszedł Connor. Uśmiechnął się blado.
- Maya już pora. Mistrz Atoch czeka na ciebie na placu.
- Dobrze już idę. - Spojrzałam na kopertę w rękach. - Connor mogłabym cię o coś prosić? - Spytałam niepewnie. Nie byłam pewna co robię.
- Pewnie, a co mam zrobić? - Podeszłam i podałam mu kopertę.
- Chce żebyś dał to Ky'owi. Nie zdążyłam się z nim pożegnać, ale może to wystarczy. - Powiedziałam cicho po czym wyszłam z pokoju. Na placu jak mówił Connor stał już Mistrz Atoch. Uśmiechnął się do mnie ciepło. Odwzajemniłam uśmiech. W końcu to nie jego wina, że mnie przenoszą. Spojrzałam na niebo. Było już późno, a reszta jeszcze nie wróciła z misji. Naprawdę chciałam się z nimi pożegnać.
- Mayu na nas już pora. - Atoch wyrwał mnie z zamyśleń. Ruszyłam za nim.
- Zobaczysz, że wszystko będzie dobrze. - Powiedział starając się mnie pocieszyć.
- Mam nadzieje. - Mruknęłam cicho. - Mam nadzieje...
Dum! Dum! Dum! Witam wszystkich. Chyba nikt się nie spodziewał takiego zwrotu akcji. Miało być miło i pięknie, ale jednak coś mnie natchnęło i wyszło inaczej. Rozdział nie jest najdłuższy, ale chciałam coś dodać, bo jutro poniedziałek. Także mam nadzieje, że się spodoba =D
Subskrybuj:
Posty (Atom)